wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział Dwudziesty Pierwszy ♥

Otworzyłam oczy, leniwie się przeciągnęłam i wstałam z łóżka, szurając kapciami po panelach. Przechodząc przez korytarz natrafiłam na lustro. Ahh taka tam sobie ja ze sterczącymi na wszystkie strony, włosami. Ziewając weszłam do kuchni w której jest już moja mama.
-Hej.- przywitałam się z nią siadając na krzesło. Podparłam głowę rękoma i czekałam na reakcję z jej strony.
-Hej.- uśmiechnęła się, stawiając mi miskę płatków pod nosem.- Idziesz dzisiaj do szkoły?
Spojrzałam w stronę lodówki, przy której wisiał kalendarz i mój plan lekcji.
-Mamo. Na czwartą lekcję? Serio?- Kiwnęła głową.
-Dawno cię tam nie było.
Złapałam za łyżkę i zaczęłam jeść śniadanie.
Już sobie wyobrażam ich nienawiść. No bo w końcu jak ta szara myszka mogła zdobyć jaką kolwiek popularność. Już widzę te iskierki zazdrości w oczach Sary.
Po zjedzeniu zostawiłam miskę na stole i poszłam do pokoju po ciuchy z którymi poszłam do łazienki, aby wziąć prysznic. Po szybkim orzeźwieniu skóry i wytarciu jej ręcznikiem ubrałam się, umalowałam i rozczesałam włosy, które opadły mi na ramiona. Poszłam do pokoju spakować do torby najważniejsze rzeczy. (Czyt. telefon, słuchawki, aparat, zeszyt, długopis, kosmetyki i lusterko.)Gotowa stanęłam przy drzwiach aby założyć buty.

Tak wyglądam.
Pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu wybierając numer do Katy.
Po trzech sygnałach odebrała.
-,,Halo?''
-No gdzie ty jesteś?
-,,Jezzu, Will nie strasz. W szkole. Jest teraz biologia. Pani Watson się pyta kiedy to szanowna księżniczka pojawi się w szkole.''
-Chodzi o mnie? Właśnie jestem w drodze. Akurat wyrobię się na w-f na którym i tak nie będę ćwiczyć. Haha.
-,,No to jest nas dwie, haha.''
-Ej? Jest panna ważna?
-,,Chodzi ci o Sarę? Jest i wygląda na to, że humor jej zbrzydł jak mnie zobaczyła. A co to będzie jak zobaczy ciebie. Haha.''
-Ej dobra widzimy się zaraaz! Właśnie wchodzę do szkoły.
Rozłączyłam się. Podeszłam do mojej zielonej szafki, odblokowałam ją szyfrem i masa karteczek pod tytułem ,,dasz mi autograf?'' czy ,,Umówisz się ze mną'' spadła mi na głowę. Nie, nie umówię się z tobą. Serio chcesz autograf od mnie? Wolne żarty.
Wyjęłam z szafki tylko okulary przeciwsłoneczne i zatrzaskując ją (szafkę) poszłam w stronę szkolnego boiska. Usiadłam sobie na ławeczce i założyłam okulary słoneczne. Wyjęłam telefon z bocznej kieszeni żeby napisać sms.
Do: Edwards
,,Szkoło witaj :<''
Długo nie czekałam na odpowiedź.
Od: Edwards.
,,Super, ale ja chce spać''
Dzięki, że mnie wspomagasz w tym trudnym jakże dla mnie dniu.
-Hej misia.-rzuciła (mocno przytuliła) się na mnie Parker.- Miło, że jesteś.
-Taak, bardzo miło. Zbliżają się kłopoty.
Zauważyłam idące w naszą stronę plastiki. Sara, Emma i Julia. Super.
Sylikonowa (Sara) podeszła bliżej i stanęła przed nami. Oznajmiła mi, że ma dla mnie propozycję nie do odrzucenia i prosiła mnie na słówko.
-Okej. A więc my jesteśmy te ładne i fajne, a ty jesteś ta sławna. Masz okazję dołączyć do naszej elity. Wchodzisz?
Are you okay?
 -Jaaasneee! Jak tylko będę miała tyle sylikonu w cyckach co ty, to się od razu zgłoszę!- Zrobiłam minę mniej więcej na nią (jedno oko zamknięte, usta szeroko otwarte, kciuk do góry) i wróciłam do Katy aby razem pośmiać się z wysiłków fizycznych innych.










---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jejku przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale szkoła więcej nauki, duużoo czasu i brak weny twórczej. Oczywiście jak zawsze napiszę, że postaram się to zmienić, ale naprawdę staram się, to nie moja wina, że wena ma mnie w dupie i poszła cieszyć innych xD. A teraz tak na serio to, postaram się dodawać częściej posty- tak wiem powtarzam się.- Następny rozdział postaram się napisać na następny piątek może szybciej (lub później) a potem to jeszcze tak w okresie świąt i dzień, dwa przed sylwestrem (Pati u mnie będzie :D) albo po. (Na pewno nie dzień po sylwetrze bo trzeba odsypiać). Ferie mam w tym roku pierwsza więc myślę, że będzie git. Sorry, że się tak rozpisałam (Ojejciu!) pozdrawiam, kocham <3 do następnego. +Dziękuję za tą sporą ilość wyświetleń *-* kocham <3

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział Dwudziesty ♥

Ahh! Wreszcie świeże powietrze! Lot nie trwał długo - tylko 10 godzin- prawie cały czas spałam. Nie było żadnych problemów lotniczych ani z innymi pasażerami i wciąż żyję. Czyli lot mogę nazwać udanym (:
Teraz pozostaję nam tylko odnaleźć moją mamę. Złapałam rączkę od walizki w lewą rękę a drugą złapałam się pod ramię Katy. Na parkingu dało się zauważyć dobrze mi znany samochód a obok niego mamę. Niczym małe dziecko zaczęłam biec w jej stronę z rozwartymi rękoma krzycząc ,,Mamaaaa!''. Zaczęłam się do niej przytulać, a gdy nacieszyłam się nią doszła do nas Katy, która także przywitała się z moją mamą.
Zapakowałyśmy torby do bagażnika i zajęłyśmy miejsca w pojeździe. 
-Mamo, co zrobiłaś z włosami?- zapytałam gdy zauważyłam jej krótkie blond włosy.
-Ścięłam.
-Nie było pani szkoda?- mama pokręciła głową. Nawet jej ładnie
Samochód zatrzymał się na podjeździe piętrowego, białego domu.
Wybiegłam z samochodu i pobiegłam w kierunku drzwi. Pociągnęłam za klamkę i pchnęłam drzwi, przez co wylądowałam na tyłku. No tak tata w pracy. Odwróciłam się a mama rzuciła mi klucz, który złapałam i weszłam do domu. Stanęłam na środku holu i zaczęłam się rozglądać. Nic się nie zmieniło. Pobiegłam korytarzem prosto i otworzyłam z klucza białe drzwi. Moim oczom ukazał się niebiesko-biały pokoik. Mój pokoik. Przypomniałam sobie o walizkach. Wyszłam z pokoju i spotkałam na korytarzu moją mamę i Katy. Będzie z nami mieszkać ponieważ stwierdziliśmy, że odciążymy jej babcię z obowiązku opieki nad nią, bo jej rodzice nie żyją.
Moja mama zaprowadziła dziewczynę do mojego pokoju. Będzie ze mną mieszkać. Na początku miała spać na kanapie ale stwierdziła, że nie chce mi robić kłopotu i, że będzie spać na materacu. Dziiwneee.
A więc ja w tym czasie zajrzałam do lodówki w poszukiwaniu czegoś dobrego. Hymm... na co to ja... Oo! Czekolada mleczna, moja ulubiona! Wzięłam słodycz do ręki i poszłam do salonu usiąść na kanapie. Włączyłam telewizję i włączyłam Nickelodeon. O! Ale mam dzisiaj szczęście haha, leci mój serial Victorious! Fuck Yeah! Zaczęłam tańczyć mój dziwny taniec szczęścia a mama i Katy stały z tyłu i dziwnie patrzały.
Normalnie, to bym teraz powiedziała ,,dobra idę do chłopaków'' no ale przecież nie będę zapierdalać 123456789km! Chociaż w sumie to... muszę coś robić! Odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i usiadłam na najwygodniejszym łóżku świata. Na moim łóżku. Usiadłam po turecku i weszłam w nagrywanie. Nagram sobie vloga!
,,Heeejejej! Tu Williams, i nagrywam sobie vloga. Nudzi mi się. *dziwne miny* Smutno mi tak bez chłopaków, bez Pati... Ale mam jeszcze moją kochaną Katy! Katy! Chodź do mnie! *przychodzi i siada koło mnie*. Tak, to jest moja Katy. Jedyne co mi zostało *udaję, że płacze*. No ale cóż, pozdrawaim wszystkich! I do zobaczenia?'' wylaczyłam nagrywanie i nieedytując wrzuciłam go na nasz kanał. Dobraa, to co by tu teraz porobić?
W tym czasie mój telefon leżący w moim pokoju na łóżku, zadzwonił. Ruszyłam w bieg i wbiegając do pomieszczenia rzuciłam się na łóżko. Nieznane. Wzruszyłam ramionami i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?
-,, Czy mam zaszczyt rozmawiać z Panną Natalią Williams?"
-Ymm. Tak, czy coś się stało?
-,, Niech się pani nie martwi. Mam dla Pani propozycję..."

O boże, boże dalej nie mogę w to uwierzyć! Została mi złożona taka wspaniała propozycja!- zaczęłam rozmyślać leżąc rozłożona na całej szerokości łóżka.
-Przyniosłam ci kakao.- Moja mama weszła do pokoju.- Coś się stało? -pokiwałam głową.-Ohh kochanie, ja rozumiem, że tensknisz za chłopcami i za Patrycją, ale to nie powód do smutków. To tylko miesiąc.
-Została mi zaproponowana głowna rola w filmie.- Moja mama zbladła ze zdziwienia.- Tylko, że muszę się przeprowadzić na ten czas do Los Angeles.
-I gdzie będziesz mieszkać?
-W hotelu. Przyjęłam tą propozycję i w przyszłym tygodniu mam samolot.- Moja mama uśmiechnęła się ciepło na własnoręcznie podjętą przez mnie decyzję. Wyszła z pokoju,
Złapałam kubek w rękę i włączyłam laptopa. Weszłam na Twittera i nacisnęłam na interakcje. Mmm co trzeci tweet to hejt, mniej więcej pt ,, Dzi***e się poszczęściło i teraz myśli, że jest fajna" Wtf? Co ja wam zrobiłam? Oczywiście zdażyło się nie jedno miłe słówko. Przewijałam tak aż wkońcu znalazlam powód hejtowania mnie. ,,Beau Brooks: Mhmm, oni się tylko "uczą" ahahaha." A pod spodem zdjęcie z dnia w hotelu gdy Beau wszedł do pokoju podczas naszej nauki. Zabije gnoja... ,, @NataliaWill: Beau Brooks ja ci skarbie obiecuję, że jak tylko cię spotkam, to cię zajebie :)" napisałam takiego tweeta w odpowiedzi na jego. Wylogowałam się i weszłam na skype'a by sprawdzić kto jest dostępny.
,,ZboczoneMurzynyAtakują dzwoni do ciebie" nie no serio ta nazwa do tej pory mnie rozbraja.
-,, Włączaj kamerkę!"
-Już, już!
-,, Noo, nareszcie! Pewnie umierasz z nudów bez nas? No nie?"
-Noo, i to jak!
-,, Ej ale serio?"
-Tak. Ale nie na długo.
-,, Co masz na myśli?"
-Dostałam propozycję, którą zaakceptowałam...


~¤~

O jeju bardzo przepraszam. Niedosyć, że rozdziały tak żadko to jeszcze ten dzisiejszy taki nijaki. Następny rozdział będzie nieco ciekawszy ^.^ Tak wieć do następnego ♡

środa, 2 października 2013

Rozdział Dziewiętnasty. ♥

Dzisiaj jest Poniedziałek, uznawany za najgorszy dzień jaki istnieje. W moim przypadku też jest to sprawdzone. Dlaczego? Ponieważ zamiast spędzać swój ostatni dzień z chłopakami, muszę robić lekcję! Oczywiście wczoraj dzwoniła moja mama, że mam się uczyć i nie olewać nauki i wczoraj wieczorem dostałam informacje od mojej nauczycielki. Super.
Wkurzona wstałam i odsłoniłam okno, żeby wyjść na balkon. Z kieszeni bluzy, którą zarzuciłam na ramiona, wyjęłam paczkę papierosów. Nie jestem jakimś nałogowym palaczem- o ile można mnie nazwać palaczem- ja po prostu od czasu do czasu muszę sobie zapalić na rozładowanie nerwów.
Wsadziłam papierosa do ust i zapaliłam zapaliczką. Przeczesałam ręką potargane włosy i oparłam się o barierkę. Nawet jeśli jakieś paparatzi mnie zauważy to... ja i tak nie jestem dobrym wzorem do naśladowania.
W pokoju rozległo się pukanie do drzwi pomieszczenia. Nawet spalić nie dadzą! Powiedziałam głośne proszę i gasząc papierosa rzuciłam go gdzieś na dół na chodnik. Szybko wzięłam do buzi gumę miętową a drzwi otwarły się. Uśmiechnęłam się do stojącego w progu Jai'a.
-Plany na dziś?- zapytał wchodząc dalej i zamykając za sobą drzwi.
-Lekcje.
-Jak to?
-Moja mama ubzdurała sobie, że mam się uczyć i wczoraj nauczycielka przesłała mi zadania.
-A co masz?
-Przeczytać jakąś tam książkę i wybrać z niej fragment do którego zrobię maskę wyrażającą uczucia.
Zmarszczył brwi a ja zaśmiałam się. Za drzwiami usłyszałam, że chłopaki zaczynają się schodzić. Wyrzuciłam przyjaciela z pokoju żeby się ogarnąć. Ze spakowanej już walizki wyjęłam czarne szorty i szarą o rozmiar za dużą bluzę. - luz to podstawa!
Włosy związałam w wysokiego kitka. Założyłam kokardkę i te wszystkie duperelki- czyt. biżuteria, dodatki.- i wyszłam z pokoju od razu rzucając się na kanapę.
Do naszego apartamentu weszła jeszcze panna Katy.
-No nareszcie dziewczyno! Myślałam, że cię czarna dziura wessała!- Krzyknęłam na powitanie a ona zaśmiała się.
-Po prostu nie chciałam wam przeszkadzać.
-Kochanie ty nam nigdy nie przeszkadzasz!- rzuciłam się jej na szyję.
-Czuję się zazdrosny!- Jai zrobił minę ala obrażonego i skrzyżował ręce na piersi.
Roześmiałam się i podeszłam do niego. On odwrócił się do mnie plecami. Zaczęłam go przytulać. Mimo "obrazy" uśmiechnął się myśląc, że tego nie widzę. Wspiełam się na palcach i ucałowałam go w policzek, po czym odwróciłam się z powrotem w stronę przyjaciółki. Zostałam złapana za rękę i mocno przyciągnięta.
-Tak może być codziennie.- uśmiechnął się. Ja natomiast złapałam jego twarz w dłonie i dałam mu buziaka.- A tak może być za każdym razem.
Zaśmiałam się i z powrotem rzuciłam się na kanapę tym razem żeby obejrzeć telewizję.

Cała szóstka poszła do wesołego miasteczka. Ja zostałam w domu z Jai'em, który uparł się, że ze mną zostanie i mi pomoże.
Przygotowałam wszystko co mi było potrzebne wcześniej czytając streszczenie.
Do mojego pokoju wszedł uśmiechnięty chłopak. Uklęknął obok mnie na ziemi, przy rozłożonych materiałach.
-A więc. Wybrałaś już sobie jakiś fragment?
-Tak. Będzie to fragment w którym popełnia samobójstwo.
-Jesteś pewna, że...
-Tak.- nie dałam mu dokończyć wiedząc co chce powiedzieć.
Wzieliśmy duży blado-różowy brystol i nasysowaliśmy ogromne smutne oczy. Potem nos, na potem kształt głowy- prostokąt. Na koniec zostały usta. Przyłożyłam prostokąt do twarzy chłopaka żeby wyciąć na kształt smutne usta ale na wielkość zwykłych. Wbiłam scyzork w papier i zaczęłam ciąć.
-Nie śmiej się bo ci jeszcze krzywdę zrobię. - skarciłam go.
-To może ja to zrobie.- zdjął z twarzy maske a z ręki wyjął mi narzędzie. Spojrzałam na niego jak na durnia.- Oj kochamie nie zrobię ci krzywdy, zaufaj mi.- Ucałował mnie w nosek a ja z ogromnym uśmiechem zakryłam twarz papierem.
Wycinał powoli i delikatnie tak, aby nie zrobić mi krzywdy, ani jakiegokolwiek draśnięcia. Gdy skończył kawałek papieru zsunął się po mojej brodzie i opadł na ziemię, odsłaniając z za maski moje usta. W momencie gdy chciałam ją ściągnąć dostałam buziaka, a potem drugiego i kolejnego aż w końcu zdjęłam kartkę z twarzy a nasze usta złączyły się w jedne.
-To tak wy te lekcje odrabiacie.- do pokoju wszedł Beau. Ja śmiejąc się odepchnęłam chłopaka i wstałam.

Zamykałam właśnie pokój na klucz ciągnąc za sobą walizkę. Zjechałam windą na dół i przed hotelem czekałam na dziewczyny. W tym czasie pogawędziłam sobie z kierowcą, zamówionej dla nas taksówki.
Dziewczyny wyszły.
-Will musimy pogadać.- powiedziała Edwards krzywiąc się.
-Dobrze ale później. Nie chcę żebyśmy spóźniły się na samolot.
Odpowiedziałam i wpakowałam się do taksówki na miejsce pasażera. Zapięłam pasy i czekałam aż kierowca pochowa nasze walizki. Zamknął bagażnik i wsiadł przekręcając kluczyk w stacyjce.
Dojechaliśmy na miejsce. Zapłaciłam za przejazd i od razu wysaidłam wchodząc na teren lotniska. Wjechałam schodami na piętro aby odebrać zarezerwowany bilet. Katy zrobiła to samo. Usiadłam na krzesełku czekając na odprawę, która rozpocznie się za piętnaście minut. Zdziwiło mnie, że Patrycja stoi bez walizki.
-Ed, gdzie twoja walizka?
-W hotelu.- spojrzałam na nią pytająco.- Bo jak wczoraj byliśmy w tym wesołym miasteczku to spotkałam taką babkę i jakbyś...
-Jasne. Nie jestem zła.- uśmiechnęłam się mimo iż było mi smutno, że wybrała karierę solową. W sensie nie do końca, bo wróci za miesiąc, ale tak mi dziwnie bez niej będzie.- Jesteś odemnie dużo lepsza. Powodzenia.- uścisnęłam ją i przeczesując włosy powędrowałam w stronę odprawy.
Będę za nią tęsknić.
Katy widząc moją minę przytuliła mnie i szepnęła ,, masz jeszcze mnie. Nie zostawię cię." Dobra z niej przyjaciółka.

~♡~

Hej kochani! Przepraszam, że rozdziały tak żadko. Teraz powinny być częściej bo... moja wena wróciła! Tak więc do następnego;*

wtorek, 1 października 2013

TEMAT: LUKE, TWITTER I POLSKA

RROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JUŻ NIEDŁUGO

A TAK PO ZA TYM TO LUKE, TEN LUKE BROOKS PODAŁ DALEJ NA TT POLSKIEGO TWEETA NAPISANEGO PO POLSKU PRZEZ POLSKĄ FANKĘ! TO JAK WYGRAĆ ŻYCIE! NIE WIEM JAK WY ALE JA PŁACZĘ - BO PISZĘ TO NA BIERZĄCO- I TRZĘSĘ SIĘ I JESTEM ROZTRZĘSIONA A TO WSZYSTKO ZE SZCZĘŚCIA! JAKA BYŁA WASZA REAKCJA?

wtorek, 17 września 2013

Rozdział Osiemnasty ♥

-Dobra a teraz ogar, bo robi mi się duszno.- Powiedziałam gdy zrobiłam zdjęcie, które od razu wylądowało na Instagramie.- Zgniatacie!
Pomału zaczęło mi się robić lżej. Gdy wszyscy ze mnie zeszli, ja także zeszłam z Beau i usiadłam na fotelu stojącym pod ścianą.
-A więc co tu robicie? -zapytał Daniel siadający na kanapie obok.
-Rozwijamy karierę.- odpowiedziałam. Wszyscy spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem. Jezzu co za kretyni.- Widzieliście okładkę VOGUE w tym miesiącu? -kiwnęli głowami.- No i kogo tam widzieliście?
-Aaa no tak!- krzyknął Beau waląc się z otwartej ręki w czoło. Uważaj bo resztki rozumu wybijesz.
-Nom. I jutro mamy dwie sesje fotograficzne. Dla seventeen i lucky. A pod wieczór mamy wywiad dla magazynu Dolly.
-A my mamy jutro koncert.
Uśmiechnęłam się unosząc brwi w górę.

-Edwards! Edwards, wstawaj!- Krzyczałam szybko się ubierając.
-po co?- mruknęła przez sen.
-Bo się spóźnimy na sesję do Seventeen! -Dziewczyna wyskoczyła z łóżka jak poparzona wywalając się i na czworaka podbiegła do szafy. To wyglądało naprawdę komicznie.
Ubrałam się w niebieską sukienkę i tego samego koloru vansy. Włosy związałam w wysokiego koka zakładając kokardkę. Pobiegłam do łazienki i umyłam szybko zęby. Gdy skończyłam przybiegła Pati, która była ubrana w ombre rurki, niebieską koszulkę z napisem Love Is The ANSWER, miętowe vansy i wisiorek z sową. Obydwie już gotowe wyszłyśmy z pokoju zamykając drzwi i wchodząc do windy zjechałyśmy na dół gdzie przed budynkiem czekała już na nas taksówka. Wsiadłyśmy do niej i odjechałyśmy. Na miejscu już czekała na nas jakaś dziewczyna.
-Hej.- Uśmiechnęła się do nas.
-Hej.- odpowiedziała Pati. Ja tylko uśmiechając się pomachałam.
-Chodźcie za mną.- Powiedziała i poszła w stronę ogromnego budynku. Poprosiła nas do windy i pojechałyśmy na drugie piętro gdzie czekała już na nas jakaś inna szatynka.
-Witajcie.
-Hej.
-Jestem Melanie Benson i przeprowadzę z wami dzisiaj sesję.- Kiwnęłyśmy głowami a ona uśmiechnęła się.- Oj nie bójcie się, przecież was nie zjem.- zaśmiała się. Szczerze to nie mam zamiaru jej ufać bo jest straszna. Więc niech ta sesja jak najszybciej minie...
Poszłyśmy do garderoby i zostałyśmy ubrane, umalowane i uczesane, tak aby zgadzało się z tematem.

Zaraz zaczniemy wywiad. W zasadzie to... już.
-Dzień Dobry.- Redaktorka magazynu Dolly.
-Dzień Dobry.- TLR.
-Jak czujecie się tu w UK?- rmd.
-Dobrze. Ale w Australii lepiej. Tam wiecznie jest ciepło. -Patrycja E.
-A poznałyście tu już jakieś gwiazdy?- rmd.
-Nie. Jeszcze nie miałyśmy okazji.- Natalia W.
-A znacie kogoś osobiście, prywatnie?- Rmd
-The Janoskians. Są naszymi przyjaciółmi.- P.
-Rozumiem. A jak ich poznałyście?- rmd.
-Ja ich poznałam bo Natalia mi ich przedstawiła.- P.
-Tak. Najpierw poznałam Jai'a. To było na francuskim, byłam nowa i pani kazała mi z nim usiąść. Potem on przedstawił mi resztę swoich przyjaciół.- N.
-Rozumiem. A powiedzcie mi, macie z którymś z nich jakieś bliższe kontakty?- P.
-Nie.- tlr.
-Yhm. Czyli mogę zrozumieć, że obydwie jesteście wolne?- rmd
-Tak.- tlr.


~♥~

Jejku baaaaardzo przepraszam za tak długą nieobecność! Wiem, że obiecałam, że rozdział pojawi się jak tylko wrócę ale potem nie miałam zbytnio czasu bo koleżanka do mnie przyjechała a jak wyjechała to spędzałam czas z przyjaciółką. Potem się zaczęła szkoła i... tak jakoś wyszło. Jeszcze raz bardzo przepraszam i dziękuję, że jesteście ♡ Postaram się częściej dodawać rozdziały.

piątek, 6 września 2013

Przeeeeeepraaaaaaszam! ♥♥♥

Wybaczcie, że nie ma ostatnio rozdziału ale ostatnio nie mam na tego bloga weny.  I za bardzo czasu. Szkoła się zaczęła a ja już mam za sobą dwa sprawdziany i jeden zapowiedziany. Zresztą ostatnio jestem zmęczona i na nic nie mam siły ani ochoty. Bardzo za to przepraszam. Postaram się niedługo coś dodać ale nic nie obiecuję. Do następnego ♥

wtorek, 20 sierpnia 2013

■ UWAGA ■

Z powodu iż jutro (21.08) wyjeżdżam na cztery dni. Nie wiem czy będzie wi-fi (w to wątpię) i dlatego niestety nie będzie rozdziału. Ale obiecuję, że od razu jak wrócę dodam rozdział (chyba, że będzie wi-fi) wracam 26.08 więc to nie tak długo jak się wydaje. +Bardzo dziękuję za to, że ktoś to w ogóle czyta. Jeżeli byście mogły/mogli to komentujcie troszkę więcej i jeżeli byłaby taka możliwość polecajcie innym. Jeszcze raz bardzo dziękuje do 26 :)

Rozdział Siedemnasty. ♡

Już minął tydzień od kąd chłopcy z Janoskians wyjechali w trase koncertową po całym świecie. Od tego czasu miałyśmy już trzy sesje zdjeciowe i jeden wywiad. Przez to nie miałyśmy nawet czasu żeby się z nimi skontaktować. Ludzie na ulicy coraz częściej nas rozpoznają i proszą o autograf albo o zdjęcie. W moim życiu nastąpiło wiele zmian. Jutro wyjeżdżamy z Patrycją i z Katie do Wielkiej Brytani. Odnowiłam z nią kontakty.
-Natalia?- Zamyśleń wyrwała mnie Patrycja.
-Tak?
-Katie przyszła do ciebie.-Poinformowała mnie a ja się uśmiechnęłam. Wyszłam z pokoju i przywitałam się z przyjaciółką. Tak z przyjaciółką. Po odnowieniu kontaktu zaczęłam spędzać z nią bardzo dużo czasu. Co prawda Katie nie przepada zbytnio za moją 1/2 TLR. Zresztą Patrycja też jej nie lubi od czasu gdy wolny czas zaczęłam poświęcać przyjaciółce.
-Hej kocie.-Dziewczyna przytuliła mnie.
-No hej słońce.-Zaśmiałyśmy się.
-Przyszłam pomóc ci się spakować.- Weszłyśmy do mojego pokoju. Panuje w nim chaos. Wszystkie moje ubrania porozrzucane są po pomieszczeniu.-Ale masz bajzel.-Dziewczyna zaśmiała się.
-Pewnie twój pokój wygląda nie lepiej.-Pokiwała głową.
Mój telefon zawibrował a na wyświetlaczu pojawiła się koperta.
Kliknęłam w nią i odczytałam sms-a od Luke'a.
,, Słyszałem, że będziecie jutro w Londynie. My też się tam po jutrze wybieramy. Może się spotkamy?''
Uśmiech mimowolnie wdarł się na moją twarz. Odrazu odpisałam.
,, Jasne. Zdzwonimy się?''
Założe się, że chłopaka reakcja na moją odpowiedź była taka sama jak moja na jego pytanie.
-Jesteś już spakowana? -Zapytałam odrywając wzrok od ekranu. Katie kiwnęła głową.

Jesteśmy już na lotnisku. Czekamy z dziewczynami na odprawę. Stresuję się lotem do Wielkiej Brytanii. Boję się też spotkania z chłopakami. Nie mieliśmy kontaktu przez tydzień. Co prawda to nie jest tak długo.
Za nim się obejrzałam siedziałam już w samolocie z Melbourne do Londynu. Z głośników wydał się dźwięk abyśmy zapieli pasy poniewarz zaraz startujemy.
-No dziewczyny-złapałam siedzące po moich bokach sziewczyny.-UK czeka.
-I dwunasto godzinny lot też.-Dodała Patrycja i wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.

Nasz samolot już szykuje się do lądowania. Moje serce przyśpieszyło o cztero krotność. Spojrzałam na Katie-jeszcze śpi. Spojrzałam na Patrycję. Gdy zauważyła moje przerażenie uśmiechnęła się i przytuliła mnie.
-Nie bój się, zaraz lądujemy.
-Nie tego się boję.- Pati zmarszczyła brwi.-Poprostu stresuje się pobytem tu i jutrzejszym spotkaniem z chłopakami.
-To odwołaj je.
-Nigdy. Chcę się z nimi zobaczyć. Nie wiadomo kiedy będzie kolejna taka okazja.-Edwards tylko kiwnęła głową.
Zapiełam pasy i przechyliłam głowę do tyłu zamykając oczy.

Jest środa. Czyli dzisiaj przychodzą do nas chłopcy.
W moim pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Przyżegnałam się, policzyłam do trzech i otworzyłam z uśmiechem drzwi.
-życzy sobie pani czegoś?-do mojego pokoju zawitał boi hotelowy.
-Dziękuję na razie nie.-zamknęłam drzwi i z ulgą rozsiadłam się na fotelu.
W pokoju znów rozległ się dźwięk pukania do drzwi.
Wstałam policzyłam do trzech i z uśmiechem otworzyłam drzwi.
-Hej.-Przywitałam się tym razem z chłopakami.
-Hej skarbie.-Luke przytulił mnie. I wszedł do środka. Reszta powtórzyła te czynność. -Gdzie Edwards?
-Pod prysznicem.-W tym momęcie do pokoju weszła Patrycja.
-Hej koty.-Uśmiechnęła się.
Beau do niej podbiegł i zaczął łaskotać. Gdy wylądowali na ziemi, usiadł na niej okrakiem tak aby nie mogła uciec i kontynuował swoją czynność.
-Za co ta katorga?-Wybełkotała przez śmiech.
-Za to, że nie przyszłaś się przywitać.
-Przepraszam.
-Okej wybaczam.-Uśmiechnął się cwaniacko po czym krzyknął-Kanapka.
Po tym haśle wszyscy żuciliśmy się w ich stronę.
Ja leżałam zaraz na Beau. Na mnie Daniel potem Jai, Luke i James.
Wygrzebałam z kieszeni telefon i włączyłam aparat.-Uśmiech proszę.-Powiedziałam i wszyscy spojrzeli się w stronę obiektywu telefonu z głupią miną.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział Szesnasty. ♥

-A więc o czym chciałeś porozmawiać?- Zapytałam Jai'a gdy otworzył mi drzwi.
-W zasadzie to musimy wam coś powiedzieć.-Zabrzmiało groźnie.-Może pójdziemy się przejść na plażę? -Zapytał gdy byliśmy już w środku.
Wszyscy kiwneliśmy na tak.
Wyszliśmy z posiadłości Brooks' ów i skierowaliśmy się na przystanek. Wsiadliśmy do pierwszego autobusu, który przyjechał. Swoją drogą jeszcze nie byłam na tutejszej plaży, amieszkam tu już prawie ponad ppół roku.
Na trzecim przystanku od naszego wysiedliśmy i skierowaliśmy się ulicą w prawo.
-Mieliśmy iść na plażę. -Zatrzymałam się w połowie.
-I idziemy, tylko, że w tajne miejsce Janoskians.-Jai złapał mnie za rękę i pociągnoł za sobą.
Doszliśmy do dużego molo.
Usiedliśmy na piasku pod nim.
-Jest sprawa.-Luke podrapał się po głowie.- Jedziemy w trasę koncertową i trochę długo nas nie będzie.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Jutro po południu mamy samolot do Chicago. Ale to tylko dwa, trzy miesiące.
-Nie no spoko.-Powiedziałam kręcąc ramionami w geście obojętności.
-Właśnie. I tak nie miałybyśmy dla was czasu.-Spojrzeli pytająco na Patrycję.-No sesje zdjęciowe.
-Jakie sesje zdjęciowe? -Zapytał Beau.
-No The Long Road. Zapomnieliście?

Jest poniedziałek. Idę się pożegnać z chłopakami.
Zapukałam do drzwi.
-O hej.-Drzwi otworzył mi Beau.
-Przyszłam się pożegnać.-Chłopak otworzył szerzej drzwi, żeby mnie wpuścić.
Od razu weszłam do pokoju bliźniaków.
-Spakowani?
-Jeszcze nie. Gdzie jest Pati?
-Jeszcze w szkole. Zresztą ona nie chciała się żegnać.
-dlaczego?
-A z kąd ja mam wiedzieć? Powiedziała, że nie chce i koniec.
Luke kiwnął porozumiewawczo głową.
Do pokoju wszedł Beau oznajmiający, że chłopcy mają się juź zbierać.
-Oj chodź tu.- Jai podszedł do mnie z rozłożonymi rękami. Przytuliłam się do niego.
-Będę tęsknić.
-Ja też.
Wyszłam z pokoju bliźniaków i pożegnałam się jeszcze uściskiem z chłopakami.- Pa chłopaki.-Jeszcze im pomachałam i wyszłam.
Mimowolnie poleciały mi łzy. W dodatku deszcz zaczął padać. Nie ma to jak płakać w deszczu. Naszczęście nie jestem umalowana. Zasłoniłam twarz rękoma i powoli zaczęłam po mału biec.
Nagle poczułam ból w lewej półkuli głowy i że lecę do tyłu.
-Jezu przepraszam.-Wstałam z ziemi i pomogłam wstać leżącej jeszcze na ziemi dziewczynie.-Katie?
Kiwnęła głową. -Jejku ale dawno cię niewidziałam.-Dziewczyna otrzepała się z piasku, który przykleił się do jej pomarańczowych szortów.-Płakałaś?
Kiwnęłam głową na tak. Jej wyraz twarzy mówił ,, dlaczego''. Wskazałam tylko na dom Brooks' ów.
-Nie mogę rozmawiać. Spotkamy się któregoś dnia.
-Yhm.- I pobiegłam w stronę domu.

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział Piętnasty. ♥

-O czym ty do mnie dziewczyno mówisz?
-O tym o czym dowiedziałaś się na TT.
-Ej ale ty tak na poważnie?- Zrobiła wielkie oczy. Kiwnęłam głową na tak. Ona zakrztusiła się.
-Dobra wstawaj.- Spojrzała na mnie pytająco.- O 12, dzwoniła babka z VOGUE o potwierdzenie. Zaraz przyjedzie po nas taksówka jedziemy!
Dziewczyna wstała, złapała mnie za rękę i praktycznie biegła w stronę domu.- Ej ale taksówka podjedzie tutaj!- Roześmiałam się, a ona zaczęła się śmiać.
Pod bar podjechał żółty samochód z czarno-białym napisem TAXI. To po nas!
Wsiadłyśmy do auta.
-Witam Pannę Williams i Pannę Edwards.- Przywitał nas kierowca.
-Dzień dobry.- Powiedziałyśmy w tym samym czasie.

Podjechaliśmy pod ogromny budynek na, którym widniał napis VOGUE.
Wysiadłyśmy z auta a moje serce zaczęło mocno bić. Nie mogę, zaraz przeprowadzimy sesję fotograficzną dla jednego z najbardziej popularnych magazynów!
Złapałyśmy się za ręce i weszłyśmy do środka. Wow, ten budynek jest ogromny i bardzo nowoczesny. Modnie zaprojektowane białe ściany, w zwykłe czarne napisy i obrazki. Chcę takie w moim pokoju :D.
-Dzień dobry Panno Williams i Pani Edwards. Napiją się panie czegoś?
-Ja poproszę herbatę.
-Ja też.
Kobieta kiwnęła głową. Ooprosiła nas za sobą. Wsiadłyśmy do windy z przezroczystymi szybami i wjechałyśmy na drugie piętro. Zaprosiła nas do jakiegoś gabinetu a sama weszła do kuchni na przeciwko. Po chwili wróciła z dwoma herbatami w palcach, które postawiła przed nami.
-A więc, jesteście gotowe na przeprowadzenie sesji zdjęciowej?- Kiwnęłyśmy głowami, popijając herbatę.- Musicie się Panie liczyć z tym, że nasza gazeta jest jedną z najpopularniejszych i z tym, że wasze zdjęcia trafią do naszych gazet a nawet na okładki. Musimy jeszcze zrobić kilka testowych zdjęć aby wiedzieć z jakiej perspektywy zdjęcie będzie doskonałe.
-Yhym.-Mruknęłam.
-Nie masz języka w buzi?-Patrycja szturchnęła mnie.- Rozumiemy i zgadzamy się.
-Dobrze awięc proszę za mną. - Przeszłyśmy z kobietą na trzecie piętro gdzie były pomieszczenia z planami zdjęciowymi. Wprowadziła nas do jednego i posadziła na krzesła mówiąc innym, że mają się nami zająć.
Gdy byłam już gotowa, zaczęłam pozować do zdjęć przeglądowych.
-Są panie bardzo fotograficznymi osobami i mamy zaszczyt z Paniami pracować.
-Nam również.
Gdy zaczęłam pozować do zdjęcia na okładkę tego miesięcznego magazynu, zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Hej, gdzie jesteście, cały dzień was niema.?-Jai.
-Wiesz nie mogę teraz rozmawiać spotkamy się później?
-Yhm. Musimy porozmawiać.
-Ok, papa.-Rozłączyłam się.- Bardzo przepraszam. Przyjaciel dzwonił.
-Przyjaciel?-Zaśmiała się Pati, która była przygotowana na zdjęcie na okładkę.
-Tak przyjaciel.-Kiwnęłam głową wysuwając nieco dolną wargę i unosząc do góry brwi.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział Czternasty. ♡

-No hej gołąbeczki.- Do pokoju wszedł Beau a za nim chłopacy i moja 1\2 TLR
-Dlaczego uważasz nas za gołębie?
-Gołąbki.- Poprawił mnie.- A dlatego, że tak sami w pokoju, się do siebie przytulacie.
-I? Nie jesteśmy razem.- Odkleiłam się od Jai'a i poruszyłam ramionami w geście obojętności.
-Co? Jak to nie? To aż dziwne, bo Jai cały czas o tobie gada.- Zdziwił się, a Jai zarumienił się i spuścił głowę. Miło wiedzieć.

Jest dziesiąta rano dzień tygodnia sobota, ktoś postanowił mi zabronić spać i już czwarty raz do mnie dzwoni z nieznanego numeru. W końcu odebrałam.
-Halo?
-Dzień Dobry czy rozmawiam z Natalią Williams z The Long Road?
-Tak, a co?
-Ohh wreszcie się do Pani dodzwoniłam. Mam na imię Caroline Patterson i jestem redaktorką magazynu VOGUE.- O boże mój ulubiony magazyn! Weee!- I chciałabym z wami przeprowadzić sesję fotograficzną. Jesteście Pnie zainteresowane?
-Wstępnie tak ale jeszcze muszę porozmawiać na ten temat z moją 1\2.
-Dobrze. Oddzwonię do Pani o godz. 12. Dobrze?
-Yhm.- Mruknęłam a kobieta się rozłączyła.
O boże, boziu, Bożenko rozmawiałam z redaktorką mojego ukochanego magazynu VOGUE a w dodatku chce przeprowadzić z nami sesję fotograficzną! Nie mogę no!
Cała roztrzęsiona poszłam do kuchni. Nalałam sobie zimnego mleka do szklanki i usiadłam na krześle. Wciąż nie mogę w to uwierzyć! Ohh.
Do kuchni weszła mama i spojrzała na mnie swoimi małymi oczami, które teraz zrobiły się ogromne.
-Co się stało? Cała dygoczesz.
-Dzwoniła redaktorka VOGUE.
-I?
-I chcę przeprowadzić ze mną i z Pati sesję fotograficzną.
Mama podparła się o krzesło i złapała za głowę. Wyraz jej twarzy mówi tylko jedno, wow.


Jesteśmy z Patrycją w MilkShake barze.
-A więc Pati, nasza kariera rozkwita.- Powiedziałam popijając łykiem shake'u truskawkowego.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział Trzynasty. ♡

Jesteśmy w Polsce już drugi miesiąc. Od pół miesiąca nie mam kontaktu z Australią. Zwątpili w mój powrót?  A może poprostu o mnie zapomnieli? A może czekają aż ja się odezwę? Nie, nie , nie. Chociaż. Nie wiem. Oo! Napiszę Luke'owi, że po jutrze mam samolot. Albo zadzwonię, będzie lepiej.
Wybrałam do niego numer. Po trzech sygnałach odebrał.
-,, Ymm, eee. Halo?''
-Hej Luke.
-,, Natalia? O hej. Wiesz nie mogę teraz zbytnio rozmawiać."
-Coś się stało?
-,, Nie. Pa''
Nie zdążyłam się z nim pożegnać bo się rozłączył. To było jasne. Nie chciał ze mną rozmawiać. Ale dlaczego?

Zaczęłyśmy się z mamą pakować. Mam sprzeczne myśli co do mojego powrotu. Luke nie chciał ze mną gadać. Może będzie lepiej jak zostanę w Polsce? Chociaż, niechcę znowu zmieniać szkoły. Moje koleżanki z tąd są na mnie obrażone, że niepowiedziałam im wcześniej, że wyjeżdżam tak daleko. Ale w zasadzie decyzja była podjęta niebawem a sprawy związane ze szkołą były załatwiane na następny dzień. Teraz nie mam przyjaciół ani tu ani w Melbourne. W zasadzie mam jeszcze Katie ale ona może mieć do mnie żal, że wybrałam chłopców. Mam nadzieję, że mi wybaczy, o ile jest na mnie obrażona. No cóż lepiej zajmę się pakowaniem bo jutro rano lecimy.

Nie próbowałam się już kontaktować z żadnym z Janoskians ani nawet z moją 1/2 TLR. O naszym powrocie wie tylko mój tata. Stęskniłam się za nim.
Doszedł nas dźwięk, że mamy się przygotować do odprawy. Mój telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu pojawiło się Luke. Odebrać, czy go zignorować? Nacisnęłam przycisk odrzuć i schowałam moje urządzenie mobilne w kieszeń. Telefon znowu zadzwonił. Luke dzwoni. Teraz to możesz rozmawiać tak? A spadaj. Znowu odrzuciłam ale on zadzwonił po raz kolejny.
-Halo?-Odebrałam bo zaczęło mnie już to denerwować.
-Rozumiem, że niechcesz ze mną rozmawiać?
-Dlaczego tak uważasz?-Zapytałam sarkastycznym głosem.
-Ja naprawdę nie mogłem wczoraj rozmawiać. Po co dzwoniłaś?
-Po nic. Chciałam tylko coś ci powiedzieć. Dobra ja kończę bo zaraz będę wchodzić do samolotu.
-wracasz?
-Może.- Rozłączyłam się i udałam się do odprawy.

Dooom! Miejsce, które kocham. Niestety w progu swojego pokoju stała Patrycja a z tego co się orientuję to ma gości.
-Heej skarbie co nie mówiłaś, że wracasz?- Patrycja przytuliła mnie.
-Taka niespodzianka.-Powiedziałam niedosłyszalnie. Odwzajemniłam uścisk i poszłam do swojego pokoju położyć się spać. Niestety na moje nieszczęście ktoś mi na to nie pozwala i dało się słyszeć pukanie do pokoju.
-Proooszę.-Mruknęłam leniwie.
Do pokoju wszedł Jai. Uśmiechnęłam się mimo wolnie na jego widok. Zamknął drzwi i podszedł do mnie.
-Czemu się nie odzywaliście?
-Chcieliśmy ci pozwolić nacieszyć się babcią.
-Myślałam, że o mnie zapomnieliście.-Spóściłam głowę i zaczęłam się patrzeć na swoje buty
-Nigdy.- Wtuliłam się w niego.- Tęskniłem.

~♥~

Niepodoba mi się ten rozdział ale coś musi być.
Jeżeli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, zostaw swój nick do TT pod tym rozdziałem.

piątek, 9 sierpnia 2013

Małe powiadomienie.

Hej. Nie wiem czy pamiętacie ale w rozdziale szóstym był taki fragment ,,-A wiecie kim ja jestem? -Dziewczyną z Polski?-Zapytał podajrze James. -Haha nie, nigdy niezgadniecie!-wytknęłam im język.-The Long Road! -Co to jest?-Zapytał Daniel. -Chyba kto. Ja i Patrycja." I właśnie chodzi mi o The Long Road o którym wspomniałam powyżej. Chciała bym tylko powiedzieć, że są już dostępne dwa filmiki, Chubby Bunny: https://www.youtube.com/watch?v=erMulbLCHK8&feature=youtube_gdata_player  i Cinamon Challange: https://www.youtube.com/watch?v=UAtLEkilCg4&feature=youtube_gdata_player  Zapraszam Do Oglądania :) + na TT znajdziecie nas pod nazwą @TheLongRoadXx :)

Rozdział Dwunasty. ♡

Jesteśmy z mamą już w Polsce. Teraz jedziemy do szpitala w którym obecnie znajduję się moja babcia. Nie wiem co zrobię jeżeli nie wyjdzie z tego cało. Jest dla mnie wszystkim. Praktycznie to tylko ona mi została z tych stron. Moja ciocia 5lat temu wyszła za mąż i wyprowadziła się ponad 100km z tąd. A dziadek? Dziadek też jest, ale coś się między nami zepsuło i zbytnio się nielubimy. Kiedyś byłam jego oczkiem w głowie, a teraz jest mu na rękę, że się wyprowadziłam tak daleko. Miałam tu jeszcze wujka, ale on wyjechał gdzieś za granicę i tyle po nim.
Dojechałyśmy na miejsce. Wjechałyśmy na trzecie piętro i weszłyśmy do pokoju 331, tak jak wskazano nam w recepcji.
-Hej babciu, jak się czujesz? -Zauważyłam siedzącego obok dziadka.
-Już lepiej. Jak miło, że też postanowiłaś przyjechać.
-Do ciebie zawsze babciu, zwłaszcza patrząc na twój stan.-Pokręciłam głową i przygryzłam nieco dolną wargę.
-Jutro mnie wypisują. Będziesz mogła wrócić do Australii.
-Oj babciu nie zostawię cię. -Dziadek nie jest tym faktem zadowolony sądząc po jego minie.

-Tu będziecie spać.-Dziadek pokazał nam nasz tymczasowy pokój.-Ile macie zamiar zostać w Polsce?
-Tyle ile będzie trzeba.
-Tydzień może dwa. -Odpowiedziała mama.
-Spokojnie nie będę ci przeszkadzać.  Nawet nie poczujesz, że tu jestem. -Zrobiłam mają chamską minę.
Złapałam za rączkę od mojej walizki i weszłam do zielonego pokoju. Nic się nie zmienił. Okno na wprost drzwi z falbaniastą firanką w żółte słoneczniki. Za drzwiami śmietnik, zaraz obok trzydrzwiowa szafa a za nią kanapa. Po lewej stronie tapczanik, trochę bliżej stolik z dwoma krzesłami i telewizor stojący na komodzie.
-Zaklepuję łóżko! Usiadłam na jednoosobowym tapczaniku.
Mama kiwnęła głową i poszła do dziadka po pościel.

Właśnie dostałam sms-a pt. wejdź na skype.
Oh co za, zemściła się. Włączyłam laptopa i weszłam na skype. Od razu wyświetliła mi się dzwoniąca Patrycja. Odebrałam.
-Mówiłam, że się zemszczę.-Zaśmiała się typowo zowrogo.
-Hej skarbie.-Luke wychylił się z nad ramienia dziewczyny. Ona tylko szturchnęła go łokciem.
-Jesteś u Brooks' ów?- Kiwnęła głową na tak.
-Kiedy wracasz?
-Nie mam pojęcia. Moją babcię jutro, a w zasadzie dzisiaj wypisują. Z tydzień, dwa tu posiedzimy.
-Już tęsknię.-Pati zrobiła smutną minę.
Doszedł mnie męski wrzask. Do pokoju w którym obecnie siedzi Patrycja i 1/3 braci Brooks wpadł Jai trzaskając mocno drzwiami. Zaraz za nim wbiegł wkurwiony Beau.
-Oj dziewczynko pożegnaj się z nim bo więcej go niezobaczysz!-Beau wskazał palcem w moją stronę. Jai dopiero teraz mnie zauważył.
-Heeej!-Biegnąc w stronę laptopa, potknął się i walnął nosem o stolik.
-O jej nic ci się nie stało?-Zapytałam widząc, że trzyma się za nos. Krwawił. Zasłoniłam usta ręką. On kiwnął, że nie i przyłożyl chusteczkę.-Kiedy wracasz?
-Z tydzień,  dwa tu posiedzimy.
-Ooo.
-Co żeś zrobił Beau?-Zaczął się śmiać.
-Powiem ci jak wrócisz.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział Jedenasty. ♡

Muzyka do rozdziału: Imagine Dragons- Radioactive


*Trzy miesiące późnej*


Budzik zadzwonił o godzinie, którą wyznaczyłam poprzedniego dnia. Oznacza to jeszcze tylko jeden dzień męki i dwa dni wolności. 
Ubrałam się w mundurek, włosy zaplotłam w niesfornego warkocza, przetarłam moje fioletowe okulary i zeszłam na dół.
-Dzień Dobry mamusiu.- Przywitałam się z mamą i wzięłam gryza kanapki z dżemem truskawkowym popijając kakaem.
-No ja nie wiem czy taki dobry.- Powiedziała biorąc łyka już zimnej kawy.
-Dlaczego?- Podniosłam jedną brew do góry i wysunęłam dolną wargę nieco do przodu.
-Chcesz najpierw dobrą czy złą wiadomość?
-Dobrą.
-Pati zostaje u nas i będziecie chodzić razem do szkoły.- Szeroko się uśmiechnęłam.-A zła wiadomość to...

Zadzwonił dzwonek na ostatnią długą przerwę. Wyszłam z klasy i zaczęłam poszukiwać wzrokiem bliźniaków. Nie ma. Muszę ich znaleźć, muszę z nimi porozmawiać.
Wyszłam na podwórko gdzie ostatnio spędzają najwięcej czasu. O jest Luke, siedzi pod drzewem. Zaczęłam się kierować w jego stronę.
-O tutaj jesteś, musimy pogadać.- Jai zagrodził mi drogę.
-No właśnie wiem dlatego chodź jeszcze do Luke'a.
-Ale MY musimy.- Dał dość mocny nacisk na środkowe słowo.
-No dobrze ale najpierw muszę wam coś powiedzieć.-Chłopak kiwnął głową i razem podeszliśmy do starszego bliźniaka.
-Dobra przejdę od razu do rzeczy.- Luke spojrzał się na mnie jak na mordercę a Jai'owi powiększyły się źrenice.- Jutro z rana wyjeżdżam do Polski nie wiem na jak długo i nie wiem czy w ogóle wrócę, ale raczej tak.
-Co? Jak to? Nie możesz wyjechać!- Jai zaczął się denerwować niczym małe dziecko w przedszkolu, które nie lubi zupy ogórkowej i w zamian chcę wyłudzić pomidorową.
-Muszę. Moja babcia jest bardzo chora, musimy jej pomóc.
-Ale dlaczego akurat ty a nie kto inny?
-Bo to moja babcia. Jestem z nią zżyta. Zresztą decyzja jest już podjęta wylatujemy jutro rano o 5.50.

Ok jesteśmy już na lotnisku, za pół godziny będziemy przygotowywać się do odprawy. 
-Jesteś pewna, że nie chcesz zostać tu z tatą w Melbourne?
-Tak mamo. To moja babcia.
-No dobrze.- Mama przytuliła mnie.
Zaczęłam płakać. Bardzo płakać. Nie chcę zostawiać chłopaków, nie chcę zostawiać Jai'a. Chyba go polubiłam. Może trochę bardziej niż polubiłam. 
Zauważyłam, że pięć postaci zbliża się w moją stronę. To oni, a w nich ON.
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Chłopaki podeszli i zrobili misia.
-Będziemy tęsknić.
-Ja też.- Zaczęłam oglądać moje buty żeby nie patrzeć na Jai'a.
-Możemy w końcu pogadać?- Jai podrapał się po głowie. Ja kiwnęłam na tak. 
Poszliśmy w jakiś cichy kont.
-Kocham cię.- Spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi oczami.
-Ja ciebie też.- Wtuliłam się w niego a on we mnie.- Ale to nie ma sensu.
-Dlaczego?
-Nie wiem kiedy wrócę.
-To nic. Ja będę czekał. Na ciebie zawszę.-Delikatnie musnął moje wargi.- Zawsze.
Z głośnika wydał się głos mówiący, że mam się przygotować do odprawy.
-Na mnie już czas...

~~♥~~

O boziu. Wiem, że krótki ale musiałam. Następny rozdział powinien być niedługo. :)

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział Dziesiąty. ♡

-Oo nie wyspałam się.- Mruknęłam przeciągając się.
-A co on ma powiedzieć?- Zapytał mnie odwrócony w moją stronę Daniel wskazując na leżącego pod moim łokciem Jai'a.
-Oj tam oj tam.- Zaśmiałam się.- Przeżyje.
Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie z przerażeniem.
-Wyspałaś się?
-Nie. Ty chyba też nie.-Stwierdziłam po wyrazie jego miny. On kiwnął głową na tak. 
Warunki spania nie były najlepsze. Ale przynajmniej było bezpiecznie.
-Ejj, jestem głodny!- Beau zaczął marudzić.
Wszyscy zgodne ustaliliśmy, że jedziemy McDonalda. 

Dojechaliśmy na miejsce po dwóch godzinach jazdy w korkach.
-Co chcecie?- Zapytał Beau podjeżdżając do okienka z zamówieniami.
W samochodzie rozległ się hałas, wszyscy zaczęli się przekrzykiwać.
-Ryje!-Patrycja wydarła się.- Jak będziecie się przekrzykiwać to on nigdy nie złoży zamówienia. Po kolei.
-Ja chcę Happy Meal'a!- Krzyknął z radością Daniel.
-Ja też!- Zawołał Luke.
-Jezu co za dzieci.-Mruknęłam.
-Ja chcę burgera.-Jedyny jak na razie James.
-Ja chcę tortillę.-Kolejna normalna.
-Mi obojętnie.
-A ja chcę Happy Meal'a.-Wszyscy spojrzeli się na mnie jak na głupka.- No co? Ja mogę, jestem tu najmłodsza.

-To do jutra w szkole!- Pożegnałam się zabierając swoje rzeczy z bagażnika.
-Do jutra!- Pomachali mi i odjechali.
Weszłyśmy do mieszkania. Krzyknęłam, że już jesteśmy i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Jestem padnięta i niewyspana dlatego idę spać.

~♥~

Oh gasz niepodoba mi się ten rozdział. Przepraszam, że taki krótki ale chciałam już wyjść z tematu namioty w lesie. Obiecuję, że niedługo będzie trochę więcej akcji. =)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział Dziewiąty. ♡

-Kooreek! -Poinformował nas Beau.
-Co?- Zamarudziłam.
-Nie stękaj.
-To włącz chociaż muzykę!-Rozkazałam.
Chłopak od razu wykonał polecenie. Boisz się mnie?  Haha spoookoooo.
W radiu leci właśnie nowa piosenka Miley Cyrus.
-Oo pogłoś! -Poprosiłam chłopaka. Rozległy się głośne jęki znaczące nie.-Serio aż takie z was bezguścia muzyczne?
-Ale ja też lubię tą piosenkę.- Beau obóżył się.
-Daniel! Suń dupę! Od teraz ja siedzę koło mojego ziomka Beau!
-Ale, ale
-Nie chcę słyszeć zorzeciwu.-Chłopak wstał i ustąpił mi miejsca.
Teraz siedzieliśmy od przodu po stronie lewej ja a obok kierowca Beau. Za mną siedział Luke, po środku Daniel i obok niego James a na końcu Jai za Luke'm i obok niego Pati.
Beau zaczął śpiewać wraz z piosenką The Wanted Glad you came.
-Nie mają już cze go w radiu puszczać? Już nie jesteś moim ziomkiem skarbie.-Spojrzałam pobłażliwie na chłopaka. Daniel spojrzał na mnie z miną zamieniamy się ja tylko kiwnęłam głową.

-Daleko jeszcze?!- zaczęłam stękać.
-Tak kurwa! Pytasz się co pięć jebanych minut!- Pati się wkurwiła.
-Dobra kumam nie dżyj się na mnie!

Dojechaliśmy na miejsce.
-Jezu jak tu pięknie!- Nie mogę uwierzyć własnym oczom! Widok nie do opisania, jak z bajki!
-Czuję się niedoceniony! To wkońcu był mój pomysł!-Podeszłam do niego i go przytuliłam.
-Z kąt znaszbtakie boskie miejsca?
-Tajemnica.- Zaśmiał się.
-Mi nie oowiesz?-zrobiłam zdziwioną minkę niczym dwukropek i duże O.
-Przykro mi. -Podrapał się po głowie i zrobił bezradną minę.
Przestałam go przytulać i sobie poszłam rozbijać namiot.
Wyjęłam wszystko. Próbowałam to złożyć. Dobra jest, jeszcze tylko naciągnąć i orzybić.
-Kurrwa mać!- Żuciłam kijkiem o ziemię.-Najwyżej będziemy spać pod niebem.
-Haha. Ja już moją część zrobiłam , radź sobie sama!-Pati zaczęła się ze mnie śmiać.
-Pomóc ci?-Jai oparł się o drzewo z założonymi rękami.
-Nie, nie trzeba.-Chłopak powiedział ok i już miał odchodzić.-Albo poczekaj. Pomożesz? PLOOOOSEEEEE!-Zrobiłam maślane oxzka.
Uśmiechnął się i przybił to, to coś.
-Dziękuję.-Nadstawił policzek i poklepał w niego palcem.-No chyba śnisz kochanie!
-Buziak albo wrzucę cię do wody.-Zagroził.
-Ok-Podniosłam kciuki w górę i wyszczerzyłam ząbki niczym emotikonka dwukropek i duże D.
Złapał mnie za nogi i podniósł. Zaczeliśmy się kierować do wody. Spojrzałam w dół. Miał już wodę do kolan.
-Ostatnia szansa.
-A wrzucaj!-Zamachnął się a ja zakryłam oczy. Dalej wiszę w powietrzu. Spojrzałam się na niego miną robisz ze mnie debila? On tylko się uśmiechnął. Już miał wracać gdy nagle się zachwiał i puf! Wyjebał się, z mną na rękach.

Jest wieczór a my gasimy ognisko. Pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do namiotu spać.
-Dobranoc.-Powiedziałam do Patrycji układając się wygodnie.
-Dobranoc.-Odpowiedziała i też zacźęła się układać.
Od razu gdy położyłam głowę pokgrążyłam się w sen.

-Aaaaaa! Zaczęłam piszczeć na cały głos. Coś huknęło. Przez fioletowy namiot przechodziły niebieskie odbicia a wywołujące u mnie strach dźwięki były coraz bliżej.
-Oo już nie śpisz.-Do mojego namiotu wszedł Jai. Usiadł koło mnie.-Cała drżysz!
-Jai! -Wtuliłam się w chłopaka.-Nie zostawiaj mnie samej!
-Nie zostawię cię, spokojnie.-Przytulił mnie.
Do namiotu wszedł Beau.
-Uuu!
-czego chcesz? Zapytał Jai.
-Chciałem powiedzieć, chodźcie się schować do samochodu ale ey chyba chcecie zostać sami.
-Gdzie będziesz czuła się najbezpieczniej?
-Wszędzie byle by przy tobie.
Zaczął padać deszcz.
-Ale w tej sytuacji chyba wybiorę samochód.
Wyszliśmy z namiotu i jak najszybciej wpakowaliśmy się na tył auta, który jako jedyny był wolny.

Rozdział Ósmy ♡

Jest właśnie dłuuuuuga przerwa. Siedzę sobie na murku pod drzewem w cieniu.
-Tu jesteś. -Ktoś przyszedł i stanął koło mnie.
-yhmm.-mruknęłam w odpowiedzi.
-Obraziłaś się na mnie?-Zapytal.
-Niee, o co?
-No właśnie nie wiem.-Podrapał się po głowie. -A więc co się stało?
-Nic. Poprostu jestem zmeczona tym, że co bym nie zrobiła, to są jakieś plotki na mój temat.-Jai usiadł obok i mnie przytulił.
-Zawsze masz mnie-uśmiechnął się. Spojrzałam mu w oczy, mówił szczerze.
-Dziękuję-Wtuliłam się w niego.
Dzwonek zadzwonił, oznacza to jeszcze jedną godzinę męki.
-Co teraz masz? -zapytalam wstając.
-Historię, a ty?
Spojrzalam na rozpiskę.
-Ja też.- Chłopak usuśmiechnął się i nadstawił rękę abym się go złapała.

*kilka dni później*

Jest piątek a ja właśnie wracam z Jai'em do domu.
-Co robisz w ten weekend?
-Pati dziś do mnie przyjeżdża i nie wiem. Jakieś propozycje?
-Tak-wyszczerzył się. - Może pojedziemy pod namioty do lasu?
-Serio?
-Tak.
-A więc czemu nie.- Zatrzymalismy się pod moim domem.-To jeszcze się zdzwonimy.
-Ok.-pocałował mnie w czoło.
Pomachalam mu reka na pa i weszlam do domu.
Krzyknelam głośne jestem i poszłam do mojego pokoju zostawić torbę. Wrocilam do kuchni i przywitalam się z mamą.
-Mamuś możemy jechac z chłopakami do lasu pd namioty?
-A kiedy i jak?
-No to jest jeszcze do obgadania, ale mogę?
-No dobrze.-Usmiechnęła się do mnie.- Ubieraj się jedziemy po Pati.

Jesteśmy już na lotnisku i czekamy na Pati. Jej samolot wylądował około 10minut temu.
-Czy mi się zdaję czy tam idzie Pati.-zapytała mnie mama wskazując palcem na dość wysoką, brązowo włosą dziewczynę.
-Patiii! -Podbiegłam do niej niczym małe dziecko do mamy, której niewidziało cały dzień. Pati przytuliła mnie i zaczęłyśmy tańczyć coś w rodzaju tańca szczęścia. Wrociłyśmy do mojej mamy.
-Hej Pati.
-Hej ciocia.- Patrycja to moja kuzynka od strony taty-Wie ciocia, że nieładnie tak pokazywać palcami?

-A więc to jest twój pokuj.-Mama wprowadziła Patrycję do beżowego pokoju.
-Łaaadnyyy.
-Sluchaj Pati, jest propozycja aby jechać pod namioty do lasu.
-Jestem za-Cała Pati, nie da mi dokończyć a już wie, że jest na tak.
-No to jak się zgadzasz to chodź.
-Gdzie?
-No do chłopaków. -Złapałam ją za rękę i zaczęłam ciągnąć w kierunku domu chłopaków.
Zadzwoniłam do drzwi.
-A jacy oni są? Ile mają lat? Jak wyglądają? Ładni są?-Pati zarzuciła mnie tysiącem pytań.
-Zobaczysz.-Usmiechnęłam się.
Drzwi otworzył nam nie kto inny jak Jai. Przywitałyśmy się z nim i weszłyśmy do środka aby wszystko obgadać z chłopakami.

Jest sobota i dzisiaj jedziemy do lasu nad jeziorem pod namioty.
-Pati, jesteś już gotowa? -Zapytałam wciskając się jej do łazienki.-Wiesz, że jedziemy do lasu?
-Tak.
-To na chuja się malujesz?
-No weź muszę ładnie wyglądać, nawet w lesie.-Powiedziała to takim daunowatym (nikogo nie obrażając rzecz jasna) głosem, robiąc taką śmieszną, krzywą minę, że myślałam, że się chyba poszczam ze śmiechu.
-Haha dobra haha zrozumiałam haha-nie mogłam przestać się  śmiać.
-Z czego się ryjesz?
-Z ciebię!
Wyszłam z łazienki i poszłam sprawdzić czy wszystko potrzebne mam.
-Mam, mam, mam. Mam, mam i mam.-Mruknęłam do siebie.
Po domu rozeszło się echo dzwonka do drzwi. Poszłam otworzyć.
-Hej skarbie.-Luke przywitał się ze mną.
-Luke, czy ja o czymś nie wiem?
-Na przykład?
-No niewiem SKARBIE- dałam nacisk na ostatnie słowo.
-To jedziemy?-Przyszła Pati.
Wsiadłyśmy do samochodu chłopaków, którego kierowcą był Beau.

-Ohh jak ja mam to zrobić?!-Rzuciłam jednym z kijków o ziemię.
-Haha niedenerwuj się tak. Pomogę ci.-Z pomocą przyszedł mi Jai dobroczyńca.

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział Siódmy. ♡

Jest wtorek. Budzik zadzwonil o ustawionej wczesniej godzinie. Ubralam sie w mundurek, wlosy zwiazalam w kitka, zalozylam moje fioletowe okulary i zeszlam na dol na sniadanie.
-Hej mamuś. - pocałowałam kobietę w policzek.- co na śniadanie?
-naleśniki. -powiedziała ściągając jednego z nich z patelni.
Nałożyłam sobie dwa na talerz i zjadłam je z dżemem truskawkowym. Po zjedzonym śniadaniu umyłam ząbki, wzięłam torbę z pokoju i wyszłam krzycząc głośne pa do mamy.
-hej! -Podbiegł do mnie Luke.
-O hej. A gdzie Jai?
-Jeszcze się szykuje.
-Co? Czemu?
-Nie wiem. Zawsze to on na mnie czekał, ale nawet ja układam włosy szybciej.


Weszliśmy do szkoły. Znów wszyscy się na mnie gapili. Nawet dało się usłyszeć pogłoski typu ,, wczoraj Jai a dzisiaj Luke. Pewnie Jai'a nie zaciągnęła do łóżka to do Luke'a się dobiera'' cóż przyznam nie było to zbyt przyjemne.
-Na co się gapicie? Niemacie niczego lepszego do roboty?- chłopak stanął w mojej obronie. W tym momencie do szkoły wszedł Jai.
-Hej.- Przywitał się z mną.
-Hej. Co teraz masz?
-Matme. A ty?
-Hemie.
-Ja też! -Odezwał się bliźniak.-Siedzisz ze mną?
-Pytanie. Oczywiście.
Dzwonek zadzwonił. Luke złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć przez całą szkołę.
- Pan Tomson nie lubi jak ktoś się spóźnia.
-aha. To niech polubi-Luke zaśmiał się i przyspieszył. -rozumiem, że cię nie lubi.
On tylko pokiwał głową na tak.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział Szusty.

-Ej ale ty wiesz kim my jesteśmy?- Zapytał bodajże James.
-Ymm. Nie.- Tak wiem. Jesteście zwykłymi ludźmi którzy przyjaźnią się z Jai'em cudo Brooks'em.
Chłopcy spojrzeli się na mnie jak na jakiegoś zabójcę.- No co?
-Jesteśmy Janoskians!- Wykrzyknął radośnie Luke. Mmm ten też jest przystojny. No tak w końcu to są bliźniaki.
-Czym?
-Janoskians.
-Co to kurwa jest?
-Haha.- Beau zaśmiał się.- Janoskians. Czyli ,,Kolejna nazwa głupich dzieciaków z innego kraju''.
-Przyznam jesteście głupi.- Spojrzeli się na mnie dziwnie.- A wiecie kim ja jestem?
-Dziewczyną z Polski?- Zapytał mnie Daniel.
-To też ale o coś innego mi chodzi. Nigdy nie zgadniecie.- Wytknęłam im język.- The Long Road.
-Co to jest?
-Ja i Patrycja.- Powiedziałam tak jakby to było zupełnie oczywiste.

-Dobra chłopaki ja już idę do domu bo się ściemnia a ja nie chcę żeby się o mnie martwili.- Wstałam z ławki i zaczęłam się wycofywać.
-A co ty 10lat masz?
-Nie James, nie mam ale zauważ, że mieszkam tu dopiero trzy dni i pierwszy raz wyszłam z domu na dłużej.
-To ja cię odprowadzę.- Jai wstał z ławki.
-To my też idziemy. Co będziemy robić?
-O zgrozo dowiecie się gdzie mieszkam!- Klęknęłam i podniosłam ręce w górę.- Dobra chodźcie.- Ogarnęłam się.
Wszyscy szliśmy w ciszy.
-O boże jaki śliczny! Kici kici! Chodź do mnie kotku! Beau kocha zwierzęta!- Chłopak zaczął gonić jakiegoś kota, który wyskoczył z zaułka- Jak ci mówię, że masz do mnie przyjść to masz kurwa przyjść! No weź kociu Beau się nie odmawia!
-Beau zauważ, że tan kot cię nielubi!- Stanęłam w obronie zwierzęcia.
-Tak? Ok. To wezmę sobie ciebie.- Zanim ogarnęłam co powiedział, chłopak do mnie podbiegł i przerzucił mnie sobie przez ramię.- I co teraz zrobisz?
-Nic. Powiszę sobie a potem ci się znudzi i mnie puścisz.
-Nie puszczę!- Zaprzeczył. Ciekawa jest tylko ile on tak wytrzyma.
Szliśmy dalej. Dwa domy przed moim Beau mnie postawił i powiedział, że wygrałam. Niestety się sfochował i sobie poszedł. Za nim poszedł Daniel i James. Czyli zostałam tylko z bliźniakami.
-Miło tak sam na sam co nie?- Spojrzałam na Luke'a a on zaczął ruszać brwiami.
-Ohh tak tylko wiesz, tu jest jeszcze Jai.- Uśmiechnęłam się.- Zresztą wiesz kochanie, tu mój domek już jest.
Pomachałam im ręką na papa i weszłam.
W domu światła były już pogaszone. Czyli już śpią.
Weszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki. Wyjęłam z niej budyń czekoladowy który uwielbiam.
Po zjedzeniu trzech kartoników poszłam do mojego pokoju.

~~♥~~

Tak wiem, że bardzo nuudnyy i krótki ale nie mogłam nic lepszego wymyślić :\

Rozdział piąty.

-Jestem!- Krzyknęłam zamykając drzwi wejściowe.
-Wiem, widziałam cię przez okno. Z kuchni wyszła mama.- Widzę, że masz już pierwszego kolegę.
-Taaa. Wiesz poznaliśmy się przez przypadek.- Nie lubię z mamą gadać na takie tematy!- Na pierwszej lekcji czyli na Francuskim.
-Masz Francuski?- Zdziwiła się.- Będzie trzeba ci załatwić korepetycję.
-Mogę dokończyć?- Zrobiłam minę typu nie wcinaj się i daj mi dokończyć. Kiwnęła głową.- A więc na Francuskim pani Martinez powiedziała mi, że mam do niego usiąść. Ja się zapytałam który to on. On powiedział, że jest tylko jeden. Ja koło niego usiadłam, oczywiście większość się na mnie cały czas patrzała bo on i jego brat bliźniak są w tej szkole sławni. Bynajmniej tak mi powiedziała Kate.
-Masz sławnego kolegę? Pewnie wszyscy ci zazdroszczą tego, że jesteś nowa i że on się z tobą przyjaźni.- Walnęłam się w czoło z otwartej ręki.- O i poznałaś jakąś Kate!- Kobieta spojrzała się na mnie.- Dobrze już ci nie przerywam.
-I potem pani Martinez nam zadała jakieś zadanie a ja nie wiedziałam co mam w ogóle robić i jak. I wtedy Jai, bo tak mu na imię zaproponował, że mi pomoże. Potem jeszcze kilka przerw spędziliśmy razem a potem wróciliśmy razem do domu bo on mieszka na przeciwko dwa domy dalej w prawą stronę.- Mama zaczęła się nad czymś zastanawiać.- A ta Katie to moja nowa koleżanka ze szkoły, która pierwsza wyciągnęła do mnie rękę gdyż reszta szkoły mnie nie lubi.
-Nie lubią cię? Jak mogą pewnie ci zazdroszczą, że Jai się z tobą koleguje.
-Taaa. Za ile obiad?
-Już nakładam.


Siedzę sobie przed domem. Jest tak gorąco, że zaraz się chyba roztopię.
-Natalia?
-Tak?
-Teraz ty.- Ahh no tak zapomniałam, że gram z rodzicami w karty. Jakby ktoś ze szkoły teraz przechodził to pewnie by pomyślał ,,hahaha ona z rodzicami w karty gra'' albo ,,haha nikt jej nie lubi to z rodzicami w karty gra, jej jedyni przyjaciele'' lub inne tego typu. Na szczęście ja tak nie uważam i stwierdzam, że lubię grać w karty z rodzicami. Zauważyłam, że po drugiej stronie ulicy idzie Jai i jakiś czterech chłopaków.
Powiedziałam, że idę do łazienki żeby się przed nim schować.
Po jakiś pięciu minutach wróciłam z łazienki.
-Oo już jesteś!- Krzyknęła radośnie mama. Mamo proszę, ogarnij się bo sąsiedzi pomyślą, że jesteś jakąś psychopatką!- Jakiś chłopak tu był i się o ciebie pytał.
-I co mu powiedziałaś?
-Ja? Nic. Tata z nim rozmawiał. Ja aż tak Angielskiego nie znam to mi powiedział o czym gadali.- I jeszcze się przyznała. Dobrze, że tu nikt jej nie rozumie bo przypał by był.
-A więc tato, co mu powiedziałeś?- Już nie wiem z kim mam rozmawiać.
-On się mnie zapytał czy jesteś, a ja mu odpowiedziałem, że obecnie w łazience. No to on powiedział, że przyjdzie po ciebie za 10minut.
-I że on tu zaraz będzie?
-Tak- Wyszczerzył się tata.
Wstałam i poszłam do pokoju. Włączyłam jeszcze szybko laptopa i weszłam na skype. Proszę pati bądź! Skype się załadował a Patrycja jest niedostępna.
-Taka ty jesteś? Ok, wyślę ci sms-a!- Powiedziałam sama do siebie.
,,Hej tak wiem, że śpisz, albo nie, ale wejdź szybko na skype!'' Tak brzmiała moja wiadomość do Patrycji.
Ona mi odpisała ,,Ok niech ci będzie ale licz się, ze któregoś dnia ja też, cię obudzę'' nie wiem czemu ale to ja też cię obudzę przeczytałam takim mroocznyym głosem. Pati weszła na skype a ja od razu do niej zadzwoniłam.
-Heeej Miśku!- Krzyknęłam radośnie.- Włączaj kamerkę albo zgiń marnie!
-Heeej. Już włączam.- Zaśmiała się.- Ejj! Ty też włączaj albo giń!
Szybko wykonałam polecenie i moja kamerka już się ładowała.
-Gadaj jak tam u ciebie! Poznałaś już kogoś?
-Wiesz, chyba mnie nie polubili.- Zrobiłam smutną minkę.
-Co?! Zobaczysz jeszcze pożałują!- Patrycja wymierzająca sprawiedliwość! haha.
-Ale za to poznałam Jai'a i Kate.- Uśmiechnęłam się.- Kate pierwsza mi podała rękę a Jai'a poznałam przez przypadek.
-A jaki on jest? Ładny, brzydki. Może jakiś kujon?- Patrycja zaczęła dopytywać.
-haha. Ja na niego mówię Jai Cudo Brooks.
-Brooks powiadasz?
-Tak!
-Yhmm.
Ktoś zapukał do drzwi a ja krzyknęłam proszę. Do pokoju wszedł Jai.
-Hej!- Pomachał mi.- Nie mów mi, że taki ładny dzień masz zamiar spędzić przed komputerem.
-Haha czemu nie?
-,,Z kim ty gadasz?''- Odezwała się Patrycja.
Poklepałam Jai'owi miejsce obok siebie. Chłopak wykonał polecenie.
-Pati to jest Jai.- Wskazałam ręką na chłopaka.- Jai to jest Patrycja.- Wskazałam ręką na ekran w laptopie.
Obydwoje powiedzieli sobie Hej.
- A więc przyszedłem do ciebie abyś ruszyła swoją szanowną dupę i wyszła na dwór.
-Ejj!-Oburzyłam się. Ledwo jeden dzień się znamy a on mi już każe ruszać moją szanowną dupę na dwór!
-To słowa twojego taty.- Podniósł ręce w geście obrony.
Zaśmiałam się. Pożegnaliśmy się z Pati, zamknęłam klapkę i wyszliśmy na dwór. Moja mama spojrzała się na mnie i szeroko uśmiechnęła. Ja tylko pokręciłam głową i poszłam za chłopkiem. Dopiero teraz mu się dokładnie przyjrzałam. Jest bardzo przystojny. Ma bardzo ładne brązowe oczy. Grzywka na bok wystaje mu z pod szarej czapeczki w serduszka? Nie no nie czepiam się jest fajna. Ma jakąś niebieską bluzę i brązowe spodnie.
-Gdzie mnie prowadzisz?- Zapytałam. Chłopak się odwrócił spojrzał na mnie i chwile zaczął się nad czymś zastanawiać.
-Zobaczysz.- Uśmiechnął się szeroko. Czemu wszyscy się uśmiechają?!
Zatrzymałam się. Założyłam rękę na rękę i uniosłam jedną brew do góry.
-Oj no chodź.- Dalej stałam. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć.- Oj chodź przecież cię nie zgwałcę.
Nawet o tym nie pomyślałam ale ok.
Doszliśmy do jakiegoś parku. Był tam plac zabaw i jakieś ławeczki.
Na jednej z nich siedziało czterech chłopaków. Tych chłopaków co wtedy szło z Jai'em.
Spojrzeli się w naszą stronę. I zaczęli się śmiać. Z czego się tak ryją?
-O już jesteś!-Odezwał się jeden z nich.
-Yhmm.- Mruknął Jai.
Odchrząknęłam.
-Chłopaki to jest ta Natalia.- Wskazał na mnie ręką.
-To ile ty znasz Natalii?!- Zapytałam.
-Tylko ciebie.- Uśmiechnął się.- Natalia to jest Luke, mój brat bliźniak. To jest Beau mój starszy brat, to jest James a to Daniel.- Wskazał kolejno od lewej.

środa, 31 lipca 2013

Rozdział Czwarty.

Weszliśmy do klasy. Oczywiście JA ostatnia. Wszyscy zajęli miejsca a ja stałam jak wryta.
-Oo widzę, że jesteś mowa.- Zwróciła się do mnie nauczycielka.- Jestem Caroline  Martinez.
-Natalia.-Uśmiechnęłam się a nauczycielka odwzajemniła uśmiech.
-Proszę usiądź obok Jai'a.
-Którego?- Zapytałam zdezorientowana. Nauczycielka tylko roześmiała się.
-Jestem tylko jeden.- Pomachał mi chłopak siedzący w drugiej ławce po środku.
-W całej szkole?- Zapytałam podchodząc do stolika.
-Nie wiem. Nie znam wszystkich.- Uśmiechnęłam się unosząc brwi w górę.
Lekcja się zaczęła. Czułam się niezręcznie gdyż większość klasy, w tym Jai, patrzyli się na mnie podczas lekcji. Spojrzałam po kryjomu na Jai'a. Cały czas się na mnie patrzy. Chyba zauważył, że ja też się na niego patrzę bo się do mnie uśmiechnął. Nauczycielka zadała jakieś zadanie w ćwiczeniach. Nie mam pojęcia ani o co w tym chodzi ani co mam w ogóle zrobić.
-Miałaś kiedyś Francuski?- Zapytała Pani Martinez.
-Nigdy.- Spojrzałam na ćwiczenia z przerażeniem.
Nauczycielka podrapała się po głowie.
-Ja jej pomogę.- Uśmiechnął się do nauczycielki po czym spojrzał się na mnie. Czyżby pan Jai cudo Brooks chciał mi pomóc? Jestem jak najbardziej na tak!- Oczywiście jeżeli będzie chciała.
-No dobrze. To jak Natalia?
-Każda pomoc się przyda.- Uśmiechnęłam się do chłopaka a ten odwzajemnił. Tak naprawdę chciałam wykrzyczeć TAAAAAK! Ale wyszłabym na sfiksowaną idiotkę, która jest nim zauroczona.
Jai zaczął mi tłumaczyć zadanie i co mam w ogóle zrobić. Cały ten francuski jest jakiś psychiczny i nieogarnięty! A ja myślałam, że to Niemiecki jest trudny.
-Rozumiesz już?- Spojrzał się na mnie.
-Nie.- Zrobiło mi się głupio i zrobiłam smutną minę.
-Nie smuć się.- Zadzwonił dzwonek na przerwę.
-Oh przepraszam, że przez mnie nie zrobiłeś zadania!
-Nie przejmuj się.- Puścił mi oczko a ja wyszłam z sali.
Zaczęłam się rozglądać za Kate. Czemu nigdzie jej nie ma?! Ygh. Spojrzałam na rozpiskę zajęć. Teraz mam matmę. Nienawidzę tego przedmiotu. Chyba jak każdy normalny dzieciak.


Właśnie wychodzę ze szkoły. Reszta dnia minęła mi dobrze. Kilka przerw spędziłam nawet z Jai'em! Większość osób mówiła dziwne rzeczy na mój temat i dziwnie się na mnie patrzeli, tylko przez to, że gadam z Jai'em Cudo Brooks'em. Mam numer do Kate. Chyba ją polubiłam?  No cóż mama dzwoniła, że tacie coś wypadło w pracy i że muszę sama wrócić do domu. Nie zbyt pamiętam którędy jechaliśmy.
-Hej!- Podbiegł do mnie Jai.
-Hej. Już do domu?
-Tak.- Wyszczerzył się niczym emotikonka złożona z dwukropka i dużej literki d.
-Yhm.- Spojrzałam się na niego od boku unosząc jedną brew i uśmiechając się.
-No co?
-Nic.
-Gdzie mieszkasz?
-Nie wiem.- Chłopak spojrzał na mnie dziwnie. Chyba wziął mnie za świruskę.- Żartuję!
Mieszkam na drugiej ulicy od tej pod numerem 136.
-Oo! Ja mieszkam na przeciwko ciebie dwa domy dalej w prawą stronę!-Zaczęłam się z niego śmiać.- No co?
-No nic.- Opanowałam śmiech.-Sąsiedzie!
-Ej? A ty mieszkasz u tego pana?
-haha Ten pan, to mój tata!- Spojrzał na mnie podrapał się po brodzie niczym jakby się nad czymś zastanawiał.
-Możliwe, możliwe.- Kiwnęłam głową.- A co z twoim Francuskim?
-Ogh! Nie wspominaj mi o nim! Ja myślałam, że to Niemiecki jest trudny a to? To to jakieś z innej planety jest!
-hahaha! Jak chcesz mogę ci zrobić korepetycje!- Uśmiechnął się.
-Aż taki znawca językowy jesteś?- Chłopak zrobił minę typu co.- No aż taki dobry jesteś?
-Nie. Ale zawsze umiem więcej niż ty!- Wytknął mi język.
-No niech ci będzie.- Mocno się zaciągnęłam powietrzem.
-Co tak wzdychasz?
-Ty to nazywasz wzdychaniem?
-Tak. Nie. Nie wiem.- Face palm.
Zatrzymałam się.
-To do jutra.- Pomachałam mu na pożegnanie. On mi tylko odmachał i poszedł a ja weszłam do domu.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział Trzeci.

-Kochanie. budź się! Jesteśmy na miejscu!- Obudziła mnie mama.
-Już?!
-Tak.- Uśmiechnęła się.
-Jupidje!- Nie wiem z czego cieszę się bardziej. Z tego, że zobaczę się z tatą czy może z tego, że jestem zmęczona długim lotem i zaraz odpocznę w zupełnie obcym mi kraju.
,,Prosimy zapiąć pasy, przygotowywujemy się do lądowania''- rozległ się dźwięk w samolocie.
Zapięłam pasy i z uśmiechem na twarzy patrzyłam w małe okienko jak lądujemy.

-Gdzie jest tata?
-Powinien gdzieś tu na nas czekać.
Też mi odpowiedź. Po chwili zauważyłam postarzałego, nieco grubszego mężczyznę idącego w naszym kierunku.
-Tataaa!- Krzyknęłam i niczym małe dziecko zaczęłam biec w jego stronę by się przytulić.
-Hej księżniczko.
-Haha pamiętam jak kiedyś tak na mnie mówiłeś jak byłam mała.
-Oj nie przesadzaj, zawsze byłaś, jesteś i będziesz moją księżniczką.
-Haha ok.- Jeszcze raz się do niego wtuliłam i zrobiłam miejsce mamie.
Po przywitaniu się przez rodziców, tata wziął nasze bagaże i rzeczy do bagażnika a my z mamą wsiadłyśmy do samochodu. Gdy tata ruszył, wsadziłam słuchawki w uszy, włączyłam ulubioną playlistę i usnęłam.


Obudziłam się w jakimś niebiesko-białym pokoju. Jest śliczny, niczym marzenie. Ściany niebieskie biały sufit, biała wykładzina, niebieskie zasłonki, białe meble i białe łóżko z niebieską pościelą z białą falbanką.
Czego chcieć więcej? W kącie zauważyłam kartony z moimi rzeczami i dwie walizki. Czyli to mój pokój. Mój, mój, mój! Yeah! Dobra Natalia, ogar! Wstałam z wygodnego łóżka i wyszłam za białe drzwi. Moim oczom ukazał się pomarańczowo-biały korytarz. No, no. Nieźle się mój tata urządził. W zasadzie nas. Weszłam do jednego z pomieszczeń. Jest to kuchnia w której siedzi już mój tata.
-O już wstałaś!
-Tak. 
-Wyspałaś się? Jak ci się podoba pokój? Jak coś zawsze możemy zmienić wystrój.
-Że co?! Przestań, pokój jak marzenie a ty chcesz go zmieniać?! Haha nieeee. A spało się wyśmienicie! 
-Cieszę się.- Upił łyk kawy.
-Która godzina?
-Ósma.
-Co?!
-Ale to dobrze przynajmniej nauczysz się wcześnie wstawać do szkoły.- O nieeee! Temat szkoła!- A no właśnie, póki pamiętam. Kiedy będziesz gotowa iść do szkoły?
-A zapisałeś mnie już?- Tato kiwnął głową na tak.- No nie wiem. Nie znam jeszcze tak dobrze języka.
-A czy wystarczająco żebyś mogła iść do szkoły?
-Tak jeżeli załatwisz mi korepetycje.
-Ok. To dzisiaj jest- spojrzał na kalendarz wiszący na żółtej ścianie przy lodówce.-sobota. To od poniedziałku idziesz do szkoły.
Kiwnęłam tylko głową.

*Poniedziałek*

Zadzwonił budzik. Wyłączyłam go. Założyłam czarną spódniczkę i szary sweterek z czarnym kołnierzykiem z logo szkoły. Do tego założyłam moje ukochane czarne trampki i wymagane białe podkolanówki. Poszłam do łazienki rozczesać włosy i umyć zęby, po czym poszłam do kuchni gdzie czekał już na mnie tata i śniadanie.  
Po zjedzonym śniadaniu wsiedliśmy do samochodu i tata zawiózł mnie do szkoły.
-To przyjadę po ciebie później. Papa!
-Papa do zobaczenia później!
Zaciągnęłam się głęboko powietrzem i weszłam do szkoły. Jezu! Ile tu jest ludzi! Ludzi, zwróconych wzrok na mnie. Ratunku! Zaraz zapadnę się pod ziemię! Zaczęły się dziwne spojrzenia i szepty na mój temat. Czuję się jak jakaś pokraka czy coś. Zaczęłam iść korytarzem przed siebie nie zważając na spojrzenia i szepty. Spojrzałam na moją rozpiskę dzisiejszych zajęć. Mam teraz Francuzki?! W klasie 366. Serio? Jestem koło klasy numer 251. To pewnie gdzieś po drugiej stronie szkoły. Jak ja mam się tam dostać? Nawet nie mam kogo zapytać bo nikogo tu nie znam.
-Hej, widzę, że jesteś tu nowa. Widzę, że zbyt lubiana nie jesteś.
-Dlaczego tak uważasz?
-W tej szkole liczy się pierwsze wrażenie. Ty najlepszego na nich nie zrobiłaś. A tak a pro po. Jestem Kate.- Dziewczyna podała mi rękę.
-Natalia. Powiedz mi, gdzie jest klasa 366?
-Chodź zaprowadzę cię.
Zaczęłam iść za pierwszą koleżanką?
Po dłuższym chodzeniu po szkole doszłyśmy do klasy 366. Masz szczęście.
-Dlaczego?
-Ta klasa nie jest jak reszta szkoły więc raczej cię zaakceptuje. Nawet jeśli nie, ja mam teraz zajęcia w klasie 405. 
-Aha.-Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku stojącym przy oknie. Ma piękne brązowe oczy i grzywkę na bok. Po prostu ideał!
-Brooks wpadł ci w oko?
-Kto?
-Brooks. Jai Brooks. Nie licz, że zwróci na ciebie uwagę. On i jego brat bliźniak Luke są w tej szkole gwiazdami. Zresztą nie dali by ci do niego dojść.
Zadzwonił dzwonek. Co ja mam teraz zrobić?! Kate waśnie odbiegła machając mi ręką na ,,Pa'' i zostawiła mnie samą! Przyszła jakaś nauczycielka a ja wraz z resztą klasy weszłam do klasy.

środa, 24 lipca 2013

Rozdział Drugi.

Głupi dźwięk alarmu zbudził mnie z głębokiego snu. Jest godzina dziewiąta trzydzieści.
-O już nie śpisz!- Zagadnęła Patrycja przyglądająca mi się z drugiego łóżka.
-Tak. To przez ten cholerny alarm. Ciebie też obudził?
-Nie. Nie spałam całą noc.
-Dlaczego?
-Nie mogłam.
Do pokoju weszła moja mama, która powiedziała żebyśmy przyszły na dół na śniadanie. Ogarnęłyśmy się i o jakiejś dziesiątej zeszłyśmy na śniadanie.


*godz. 19:10*

-Spakowałaś się?- Spytała po raz kolejny moja mama.
-Tak. Zanieść rzeczy do samochodu?- Mama kiwnęła głową.
Zanosząc karton po kartonie zrobiło mi się smutno. Zostawiam tu całe moje siedemnastoletnie życie! Moje złe i dobre wspomnienia. Moich przyjaciół, rodzinę. Ogółem najbliższych.
-Jedziemy!- Krzyknęła moja mama. Ja tylko przetarłam zaszklone oczy i wykonałam polecenie.

*godz. 20:20*

Jesteśmy już na miejscu. Są tu prawie wszyscy najbliżsi. Prawie. Bo nie ma mojego taty. Ale on czeka na nas w Melbourne w Australii.
-Musicie jechać?- Zapytała ciocia Agnieszka.
-Nie musimy ale chcemy jechać ciociu.- Moja mama się uśmiechnęła. Czyli wierzy w to, że nie jest to dla mnie krzywdą.
Po półgodzinnych żegnaniach doszedł nas dźwięk ,,Osoby udające się lotem do Melbourne proszone są do przygotowania się do odprawy''.
-Na nas już czas.- Powiedziała moja mama.
-Pa wszystkim!- Pomachałam grupce osób. Grupce osób, która jest mi bliska.


~~♥~~

No to jest już drugi rozdział. Mam nadzieję, że ktoś to czyta. Miło by było gdyby były jakieś komentarze.  Do następnego :*

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział Pierwszy.

Po powrocie do domu zaczęłam przygotowania do nocki.
-Hej mamo.- Weszłam do kuchni.
-O już jesteś. Jakie plany na dziś?
-Przychodzi dziś Pati na noc. Chcę jej powiedzieć o naszym wyjeździe. Nie chcę żeby dowiedziała się ostatnia.
-Chyba nie jesteś na nas o to zła?
-Nie. Powiem ci, że nawet by mnie to cieszyło.
-Gdyby nie fakt, że musisz zostawić przyjaciół. Tak wiem, że może i będzie ci trudno. Ale będziecie rozmawiać na skype. A o Patrycję się nie martw. Będzie się odwiedzać. A i pewnie chcesz jechać na zakupy?- Moja mama. Zawsze wie co chcę powiedzieć i jak się czuję. Jak by była mną?
-Tak.- Odpowiedziałam.
-To idź się przebierz a ja będę czekać w samochodzie.
Pobiegłam do mojego pokoju i przebrałam się z szarego mundurku na pościerane na kolanie rurki, trampki, czarną bokserkę i jakąś szarą bluzę.
Telefon schowałam do kieszeni. Zamknęłam dom na klucz i wsiadłam do samochodu w którym czekała już mama.


*wieczorem*

-Ok. Spanie przygotowane, filmy i jedzenie też.-Powiedziałam sama do siebie.-Jeszcze tylko muszę wymyślić jak jej to powiedzieć.- Zadzwonił dzwonek do drzwi.- Dobra chyba już nie zdążę.
Pobiegłam na dół gdzie czekała już Pati.
-Hej.- Przytuliłam ją na powitanie.
-Hej.- Odwzajemniła uścisk.- Mam nadzieję, że powiesz mi wszystko.
Tylko kiwnęłam głową i poszłyśmy razem do pokoju.
-Dlaczego nie śpimy u ciebie?- Zdziwiła się. Niebyło by to możliwe. Pokój jest zawalony kartonami z moimi rzeczami.
-Nie miałybyśmy jak.-Uśmiechnęłam się.
-Dlaczego?- Nie odpowiedziałam tylko złapałam ją za rękę i zaprowadziłam do mojego pokoju.
Patrycja zakryła usta ręką. Spojrzała się na mnie pytająco. Wróciłyśmy do pokoju. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie.
-Wiesz, że mój tata ma pracę w Melbourne w Australii. I moi rodzice ostatnio stwierdzili, że byłoby lepiej gdybyśmy się wyprowadziły z Polski i zamieszkały z tatą w Melbourne w Australii.
-Jak to stwierdzili? A gdzie twoje zdanie?
-Zapytali mnie a ja wyraziłam zgodę.
-Ale jak to się zgodziłaś?
-No norma...
-Obiecaj, że będziemy gadać na skype codziennie i że będziemy się odwiedzać!
-Obiecuję.- Położyłam rękę na klatce piersiowej i przysięgłam.

Resztę wieczoru spędziłyśmy na oglądaniu filmów, wygłupach, wspominaniu najlepszych momentów. Nie zajmowałyśmy się tym, że już jutro o godz. 21.30 wylatuję z państwa i zaczynam nowe życie.


~~♥~~


A więc mamy już pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że rozdział i ogólnie blog wam się podoba. :)

Prolog.

-Hej.- Uśmiechnęła się do mnie Patrycja.- Gdzie się cały dzień podziewałaś?
-Miałam kilka spraw do załatwienia.
-Jakich.- Rzuciłam jej nieprzyjemne spojrzenie.- Mnie chyba możesz powiedzieć?
-No właśnie, chyba.- Pati zrobiła smutną minę.- Nie chcę ci psuć dobrego humoru.
Dziewczyna chciała jeszcze coś powiedzieć ale zadzwonił dzwonek. Pomachałam Patrycji na ,,pa'' i poszłam do mojej klasy od Matematyki.


Lekcja minęła mi dość szybko i spokojnie? Tak myślę, że to dobre określenie. W końcu czym mogę się bardziej martwić? Nie ma chyba nic gorszego niż fakt, że muszę zostawić całe moje dotychczasowe życie i przyjaciół.
Zauważyłam idącą do wyjścia Patrycję. Podbiegłam do niej.
-Heej.- Próbowałam się uśmiechnąć.
-Powiesz mi?
-Teraz nie. Ale mam pomysł.-Dziewczyna spojrzała się na mnie z nadzieją.- Jutro jest sobota.
Przyjdź dzisiaj do mnie na noc i wszystko ci wytłumaczę.
-Ok.- Zauważyłam błysk w jej oku. Szczerze? Samą mnie zadowolił ten pomysł. A najbardziej w nim to, że ostatnie dni w Polsce spędzę właśnie z nią.