Jest wtorek. Budzik zadzwonil o ustawionej wczesniej godzinie. Ubralam sie w mundurek, wlosy zwiazalam w kitka, zalozylam moje fioletowe okulary i zeszlam na dol na sniadanie.
-Hej mamuś. - pocałowałam kobietę w policzek.- co na śniadanie?
-naleśniki. -powiedziała ściągając jednego z nich z patelni.
Nałożyłam sobie dwa na talerz i zjadłam je z dżemem truskawkowym. Po zjedzonym śniadaniu umyłam ząbki, wzięłam torbę z pokoju i wyszłam krzycząc głośne pa do mamy.
-hej! -Podbiegł do mnie Luke.
-O hej. A gdzie Jai?
-Jeszcze się szykuje.
-Co? Czemu?
-Nie wiem. Zawsze to on na mnie czekał, ale nawet ja układam włosy szybciej.
Weszliśmy do szkoły. Znów wszyscy się na mnie gapili. Nawet dało się usłyszeć pogłoski typu ,, wczoraj Jai a dzisiaj Luke. Pewnie Jai'a nie zaciągnęła do łóżka to do Luke'a się dobiera'' cóż przyznam nie było to zbyt przyjemne.
-Na co się gapicie? Niemacie niczego lepszego do roboty?- chłopak stanął w mojej obronie. W tym momencie do szkoły wszedł Jai.
-Hej.- Przywitał się z mną.
-Hej. Co teraz masz?
-Matme. A ty?
-Hemie.
-Ja też! -Odezwał się bliźniak.-Siedzisz ze mną?
-Pytanie. Oczywiście.
Dzwonek zadzwonił. Luke złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć przez całą szkołę.
- Pan Tomson nie lubi jak ktoś się spóźnia.
-aha. To niech polubi-Luke zaśmiał się i przyspieszył. -rozumiem, że cię nie lubi.
On tylko pokiwał głową na tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz mile widziany ♥