Głupi dźwięk alarmu zbudził mnie z głębokiego snu. Jest godzina dziewiąta trzydzieści.
-O już nie śpisz!- Zagadnęła Patrycja przyglądająca mi się z drugiego łóżka.
-Tak. To przez ten cholerny alarm. Ciebie też obudził?
-Nie. Nie spałam całą noc.
-Dlaczego?
-Nie mogłam.
Do pokoju weszła moja mama, która powiedziała żebyśmy przyszły na dół na śniadanie. Ogarnęłyśmy się i o jakiejś dziesiątej zeszłyśmy na śniadanie.
*godz. 19:10*
-Spakowałaś się?- Spytała po raz kolejny moja mama.
-Tak. Zanieść rzeczy do samochodu?- Mama kiwnęła głową.
Zanosząc karton po kartonie zrobiło mi się smutno. Zostawiam tu całe moje siedemnastoletnie życie! Moje złe i dobre wspomnienia. Moich przyjaciół, rodzinę. Ogółem najbliższych.
-Jedziemy!- Krzyknęła moja mama. Ja tylko przetarłam zaszklone oczy i wykonałam polecenie.
*godz. 20:20*
Jesteśmy już na miejscu. Są tu prawie wszyscy najbliżsi. Prawie. Bo nie ma mojego taty. Ale on czeka na nas w Melbourne w Australii.
-Musicie jechać?- Zapytała ciocia Agnieszka.
-Nie musimy ale chcemy jechać ciociu.- Moja mama się uśmiechnęła. Czyli wierzy w to, że nie jest to dla mnie krzywdą.
Po półgodzinnych żegnaniach doszedł nas dźwięk ,,Osoby udające się lotem do Melbourne proszone są do przygotowania się do odprawy''.
-Na nas już czas.- Powiedziała moja mama.
-Pa wszystkim!- Pomachałam grupce osób. Grupce osób, która jest mi bliska.
~~♥~~
No to jest już drugi rozdział. Mam nadzieję, że ktoś to czyta. Miło by było gdyby były jakieś komentarze. Do następnego :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz mile widziany ♥