środa, 26 listopada 2014

Rozdział: Dwudziesty Ósmy. ♥

 Dziś jest dzień kiedy mnie wypuszczają. Przyjechała po mnie moja mama i spakowała moje rzeczy w czasie kiedy ja poszłam po wypisanie. Otrzymałam małą karteczkę od przemiłej pielęgniarki i udałam się do wyjścia. Przekroczyłam drzwi szpitala i aż nie mogłam się powstrzymać aby krzyknąć.
-Wolnaaa!
Moja mama wyminęła mnie, śmiejąc się i podeszła do samochodu. Dołączyłam do niej i zajęłam miejsce pasażera.
-To jakie plany?- mama zaczęła rozmowę odjeżdżając z parkingu szpitalnego.
-Dzisiaj spędzę trochę czasu z Kate i Ed, jutro z chłopcami a później z Justinem na kawie.
-Z Justinem?- zdziwiła ją moja odpowiedź.- Z tym Justinem? Bieberem?
Kiwnęłam głową i oparłam się o szybę oglądając drogę, którą już pomału zaczęłam rozpoznawać.
Zaraz będzie mój dom, tak bardzo się cieszę.
Wysiadłam z auta i jak najszybciej pokierowałam się do domu. Wreszcie spędzę trochę czasu w moim łóżku. Może się to wydawać śmieszne ale kiedyś spędzałam w nim większą część swojego czasu. Na pewno trwałoby to do tej pory gdyby nie to, że ostatnio nie mam na to czasu.
Weszłam do mojego pokoju. Wszystko jest na swoim miejscu, nawet materac przyjaciółki leżący w kącie, znajduje się w takiej pozycji w jakiej go ostatnio widziałam.
Rzuciłam się w swoją niebieską pościel. Woń moich perfum zmieszana z płynem do płukania uderzyła do moich nozdrzy. Kocham ten zapach.
Poczułam jak moja kieszeń wibruje powiadamiając mnie o nowym sms-ie.
Od: Ed.
Szykuj się, dziś impreza u Dave'a o 21 będę po ciebie. xoxo

Impreza? Brzmi nieźle.
Wtuliłam się w kołdrę i przymknęłam na chwilę powieki wyobrażając sobie dzisiejszy wieczór. Mam tylko nadzieję, że chłopcy też będą bo stęskniłam się już za tym idiotą.
Moja mama weszła do pokoju nawet nie pukając.
-Chodź, powinnaś coś zjeść.
Odłożyłam pościel na miejsce i ruszyłam za kobietą do kuchni.
Zajęłam miejsce przy małym stoliku opierając głowę na łokciu.
-Dziś idę na imprezę.- Postanowiłam postawić na prawdę zamiast kłamać, że idę do Edwards do hotelu na noc. Zmieniając temat to trochę dziwne, że mimo iż jesteśmy w Melbourne w którym mieszkamy, dziewczyny postanowiły zamieszkać w pokoju hotelowym.
-Kochanie, nie uważasz, że jest to nieco zły pomysł?- ucięła mnie wzrokiem przewracając naleśnika na patelni.- Dopiero wyszłaś ze szpitala, do którego trafiłaś przez imprezowanie. Powinnaś troszkę przystopować.
-Mamo proszę. To był wypadek, ten samochód pojawił się znikąd.
-Rozumiem, ale i tak uważam, że powinnaś sobie odpuścić.- Pod mój nos wylądował ciepły naleśnik z nutellą.
-Ale ja i tak pójdę. - mrugnęłam jej i wzięłam się za jedzenie ponieważ głód dawał swe oznaki.

Za chwilę będą pomnie dziewczyny. Jestem już gotowa.
Nie chciałam zbytnio rzucać się w oczy więc założyłam bordową sukienkę na ramiączkach z kwiecistym wzorem. Do niej dobrałam czarne baleriny i złoty wisiorek. Lekko falowane włosy zarzuciłam na bok.
Usłyszałam dzwonek do drzwi więc wzięłam swoją torebkę i udałam się do wyjścia.
-Hej laski.- przywitałam się z nimi uściskiem i buziakiem w policzek.
To będzie dobra impreza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz mile widziany ♥