poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział: Dwudziesty Drugi. ♥

 Ohh nie, tylko nie matematyka. Nie lubię tego przedmiotu. Natomiast nauczycielka któa go uczy jest najlepsza. Czemu dobrzy nauczyciele uczą złych przedmiotów?
Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce pod oknem. Chwilę później dołączyła do mnie rozchichotana Katy, która ma w tej szkole więcej przyjaciół niż ja. Chyba nie mam tu nikogo oprócz niej i chłopaków. Chociaż nie. Teraz mam tylko ją.
-Co to ma być?!- pod moje ręce trafiło czasopismo modowe z grubą okładką.
-Gazeta?- poziom wnerwienia Sary wzrósł o stopień.
-Ja nie pytam co to jest, tylko kto na niej jest?!- Przyjżałam się bardziej. No tak. Jestem na okładce magazynu TeenVogue. Ulubiona lektura sylikonowej. No to teraz mam jeszcze dodatkowo na głowie wkurwioną Sarę, która znając życie będzie się na mnie o to mścić do końca życia. -Nie daruję ci tego Williams.
Powiedziała przez zęby i zabierając gazetę usiadła na swoim miejscu, gdyż przyszła pani Lawrence.
-Dzień Dobry wszystkim.- przywitała się i nie czekając na odpowiedź zajęła swoje miejsce, zajmując się sprawdzaniem obecności. Po jakimś czasie doszła do mojego nazwiska i tu się zatrzymała.- Williams. Nie ma.
-Jestem.- Spojrzała na mnie a ja się ładnie uśmiechnęłam. Pani Lawrence może i jest jedną z najfajniejszych nauczycielek w szkole, ale gdy jej podpadniesz, wiedź, że jesteś już stracony.
-Jak miło cię znów widzieć.- Zamknęła dziennik i usiadła teraz wygodniej na biurku.- Co tam słychać w wielkim świecie?- To pytanie mnie zadziwiło. Niby lubi wszystich tak samo ale ma swoich ulubieńców-kujonów. Interesuje się tylko ich życiem. Ja do nikogo takiego nie należę więc nie mam pojęcia skąd u niej taka ciekawość.
-Wszystko okej. Przyjechałam teraz tu na trochę z nadzieją, że troszkę sobie odpocznę a tu lipa.
-A słyszałam, że dostałaś rolę w filmie.
-Tak, będę odgrywać główną rolę.
-Życzę ci powodzenia.- Puściła mi oczko i podeszła do tablicy mażąc coś po niej markerem.- No ale czas przejść do zajęć. Tak więc panie Cooper proszę do tablicy.

-No to gdzie idziemy?- zapytała Katy gdy wyszłyśmy ze szkoły. Chciałam iść do domu ale nie chce mówić tego głośno bo wyjdzie, że jestem jakaś przewrażliwiona albo coś.- Może do skateparku?
-Okej tylko zachaczymy o dom to wezmę deske.
-O nie, nie. Ty jeździć nie będziesz. Jeszcze sobie coś zrobisz a za trzy dni lecimy do L.A!- krzyknęła entuzjastycznie Katy ciągnąc mnie za rękę.
Wspiełam się na jedną z ramp i wyciągnęłam nogi. Jeszcze tylko jednej rzeczy mi brakuje...
-Trzymaj.- blondynka podała mi szklaną butelkę z promilami w środku. Taak to jest to. Nie to, że jestem jakąś uzależnioną albo coś, ale od kąd mieszkam tutaj i przyjaźnie się z Katy i jej kilkoma znajomymi, lubię sobie tak spędzać wolne chwile.
Od razu otworzyłam zapalniczką mocno zassany kapsel i wzięłam łyka. W tym momencie mój telefon zawibrował co oznaczało nową wiadomość.
Od: Jai ♥.
,,Tęsknię. Kurcze jesteśmy tak daleko od siebie.''
Oo to słodkie, odpiszę mu.
Do: Jai ♥.
,,Ja też. Gdzie tak dokładnie teraz jesteście i do kiedy?''
Od razu dostałam odpowiedź. Gdyby nie to, że jesteśmy ze sobą tak blisko, powiedziałabym do telefonu ,,czy ty mnie podrywasz?''. No ale jak może mnie podrywać skoro jest moim chłopakiem i tylko jego kocham?
Od: Jai ♥.
,,Ooo odpisałaś <3 Jesteśmy obecnie w L.A i zostajemy tu do następnego tygodnia, i potem jesteśmy w Melbourne.''
To serduszko przy kontakcie zaczyna mnie nurtować, a tęsknota bardziej zżerać. A tak po za tym, Jai nie wie jeszcze, że za trzy dni może mnie spotkać. To dopiero będzie miał niespodziankę misiek.


~♥~


Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziałów ale jakoś weny nie miałam :C
A i bardzo, ale to bardzo dziękuje za to 1890 wejść. To może się wydawać niektórym mało, ale dla mnie to naprawdę wiele znaczy i dodaje motywacji do dalszego pisania. Kocham was i do następnego ;**